Adam Małysz – Architekt polskiej potęgi w świecie skoków narciarskich cz.1

3 Grudnia 1977 roku urodził się człowiek symbol – symbol skoków narciarskich w Polsce i na świecie. Adam Małysz, bo o nim mowa to niewątpliwie legenda, która rozpoczęła długotrwały rozkwit potęgi polskich skoków narciarskich. To na nim wzoruje się większość skoczków reprezentujących nasz kraj. „Orzeł z Wisły” natchnął młodszych kolegów do skakania przez co oni mogą się teraz bić o najwyższe cele.  Kto wie być może gdyby nie on, gdyby nie jego wybitne skoki to nie oglądalibyśmy teraz na skoczniach świata takich zawodników jak Stoch, Kubacki czy Żyła.  
Postanowiłem więc przybliżyć bogatą sylwetkę Adama Małysza.

Początki kariery

Adam Małysz oddał swój pierwszy skok w wieku 6 lat. Od początku trenerzy zauważali w nim zapał do pracy na treningach. Warto odnotować , że jego pierwszym trenerem był jego wuja – Jan Szturc. To właśnie on pokazywał tajniki skoków przyszłej legendzie. Sam Adam natomiast z upływem czasu przechodził na coraz większe skocznie. Jak sam przyznawał w wielu wywiadach bał się większych skoczni. Odczuwał strach przed skokami.
Pierwszy znaczący sukces w karierze juniorskiej odniósł podczas Mistrzostw Polski Juniorów w Szczyrku w 1993 roku zajmując drugie miejsce. Później było już tylko lepiej. Adam Małysz zaczął pokazywać się szerszej publiczności i w 1994 roku trafił do seniorskiej kadry narodowej. Nie byłbym sobą gdybym nie wspomniał o tym, że bohater mojego tekstu ma za sobą również występy w kombinacji norweskiej. W tej dyscyplinie sportu jednak nie mógł się odnaleźć. Wspólnie z trenerem Szturcem zadecydował więc o tym, że poświęci się tylko skokom narciarskim.

Debiut w zawodach najwyższej rangi – Pucharu Świata – Adam Małysz zaliczył 4 stycznia 1995 roku. Zajął wówczas 17 miejsce i zgarnął swoje pierwsze punkty PŚ.  W późniejszych konkursach nie zdołał poprawić życiowego wyniku i zajmował niższe miejsca. Sezon 1994/1995 skończył na 51 miejscu w PŚ z dorobkiem 40 punktów.

Sezon 1995/1996 – pierwsze przebłyski geniuszu

Sezon 1995/1996 to stopniowe umacnianie solidnej pozycji Adama Małysza w gronie skoczków narciarskich z całego świata. W pierwszym konkursie sezonu Małysz zajął 12. miejsce. Poprawił tym samym życiowy wynik, a później było już tylko lepiej. Dnia 13 stycznia 1996 roku zajął 9. miejsce w Engelbergu. Następnego dnia poprawił się o jedną lokatę. Polak zaliczył także dobre występy na Kulm czyli skoczni przeznaczonej do lotów narciarskich. Był to jego debiut na tego typu obiekcie. Nasz rodak zajął tam odpowiednio 8. i 18 miejsce.
18 lutego 1996 roku nadszedł pierwszy wielki dzień w karierze Adama Małysza. Stanął on bowiem na podium zawodów w amerykańskim Iron Mountain zajmując 2. miejsce. Co ciekawe obecnie owa skocznia nie znajduje się w kalendarzu zmagań o Puchar Świata.
W kolejnych konkursach PŚ Polak kontynuował dobre występy. Znalazł się jeszcze na 3 miejscu w Lahti i na 2 miejscu w Falun. Wszystko wskazywało na to, że wymarzone zwycięstwo w konkursie PŚ jest tylko kwestią czasu.
Dnia 17 marca 1996 roku miał miejsce finał sezonu na legendarnej skoczni Holmenkollen w Oslo. Stolica Norwegii okazała się szczęśliwa dla Polaka, który właśnie tam odniósł pierwsze zwycięstwo w karierze. Radość Małysza była niesamowita, w końcu wygrał konkurs PŚ mając skończone zaledwie 18 lat. Eksperci wówczas zaczęli wróżyć Polakowi wielką karierę. Ten sezon Adam Małysz skończył na bardzo wysokim 7. miejscu w klasyfikacji generalnej PŚ.




Adam Małysz – Skok z I serii konkursu w Oslo i dekoracja


Następny sezon dla „Orła z Wisły” był również udany, lecz w wielu momentach skakał on nierówno. Polski skoczek mimo wszystko konsekwentnie wzbogacał swój dorobek podiów w PŚ. 6 Stycznia 1997 roku stanął na drugim stopniu podium w ostatnim konkursie Turnieju Czterech Skoczni w Bischofshofen. W klasyfikacji końcowej turnieju zajął najlepsze w karierze 8 miejsce. Następne tygodnie to już wcześniej wspomniana przeze mnie nierówność. W Engelbergu był 3. i 17. Następnie w Sapporo na normalnej skoczni odniósł 2 zwycięstwo w karierze by następnego dnia zająć dopiero 24 miejsce na dużej skoczni. W następnym konkursie w Hakubie ponownie Polak wrócił na najwyższy stopień podium.
Adam Małysz liczył na dobry występ podczas Mistrzostw Świata w Trondheim. Niestety fajerwerków nie było. Polski zawodnik zajął odpowiednio 14. i 36. lokatę.
Po powrocie do rywalizacji w PŚ Małysz nie zdołał już stanąć na podium, ale sezon m.in. dzięki dwóm zwycięstwom zakończył na 10. miejscu.

  Sezony pełne słabości

Sezony 1997/1998 oraz 1998/1999
były dla naszego zawodnika istnym pasmem niepowodzeń. Dobre skoki z dwóch poprzednich sezonów odeszły w niepamięć. Forma naszego zawodnika cały czas szła w dół. Kibicom w szczególności zapadły w pamięci fatalne Igrzyska Olimpijskie w Nagano gdzie Adam Małysz zajął odpowiednio 51. i 52. miejsce. Łatwe do dostrzeżenia były konflikty z trenerem reprezentacji – Pavlem Mikeską. W ciągu dwóch sezonów Adam Małysz zdobył łącznie tylko 101 punktów do klasyfikacji PŚ. W jego głowie panowały myśli o zakończeniu kariery. Nasz zawodnik myślał również o podjęciu pracy w wyuczonym zawodzie dekarza. Pierwszym symptomem, który mógł sprawić, że Małysz poczuje się lepiej było zwolnienie z funkcji trenera Pavla Mikeski. Zaledwie na trzy miesiące – do końca sezonu 1998/1999 –  zastąpił go Piotr Fijas.

Era Apoloniusza Tajnera

Na początku czerwca 1999 roku zaczął się nowy rozdział w Polskich skokach narciarskich. Nowym trenerem został Apoloniusz Tajner. Miał za zadanie przywrócić blask skokom Adama Małysza. Nowy trener zadbał o fizjologa,  psychologa i sztab ekspertów, którzy mieli analizować skoki zawodników reprezentacji Polski. Psycholog miał natomiast przywrócić dobrą formę psychiczną Adamowi Małyszowi.
Pierwszy sezon pod wodzą Tajnera – sezon 1999/2000 – stał pod znakiem powrotu skoczka z Wisły do regularnego punktowania w zawodach PŚ. W drugiej części sezonu Małysz był nawet blisko zajęcia miejsca na „pudle”, ale ostatecznie zakończył zawody w Iron Mountain na 4. miejscu. Warto również odnotować fakt, że pod koniec sezonu w Planicy Polak pobił swój rekord życiowy w długości lotu. Od wtedy wynosił on 191,5 metra. W samym konkursie Polak zajął 7. miejsce.  Sezon 1999/2000 Adam Małysz zakończył na 28. miejscu mając na koncie 214 punktów. W jednej z ważniejszych imprez w sezonie – Mistrzostw Świata w Lotach Narciarskich  w Vikersund – zajął przyzwoite 16. miejsce.
Ten sezon pozwolił uwierzyć naszemu zawodnikowi, że nadejdą lepsze czasy w jego karierze.

Magiczny sezon 2000/2001

Skoki treningowe Adama Małysza przed inauguracją PŚ napawały sztab szkoleniowy wielkim optymizmem. Polak oddawał dalekie skoki często ocierając się o perfekcję w locie. Początek sezonu dla naszego skoczka to droga z nieba do piekła. W świetnym stylu wygrał on kwalifikacje do pierwszego konkursu w sezonie w Kuopio. Nie było mu jednak dane wystąpić w zawodach. Polak został bowiem zdyskwalifikowany za długie narty. Ich długość przekraczała wymaganą o… 1 centymetr. Można powiedzieć, że ten incydent trochę wybił z rytmu Adama Małysza. W następnych dwóch konkursach nie zajął nawet miejsca w pierwszej dziesiątce zawodów. Co ciekawe ówczesna zima należała do jednej z najcieplejszych w historii. Aż 5 konkursów PŚ zostało odwołanych zatem przed rozpoczęciem Turnieju Czterech Skoczni odbyły się tylko 3 konkursy. W długiej przerwie między trzecim konkursem w sezonie a początkiem TCS zawodnicy nie mieli zbyt wielu dostępnych obiektów do treningu. Wszyscy zjechali się do Szwajcarii, a konkretnie do Sankt Moritz. Na malowniczo położonej skoczni brylował Adam Małysz zdecydowanie przewyższając poziomem swoich rywali. Trener Apoloniusz Tajner przecierał oczy ze zdumienia. Następnie tuż przed Turniejem Czterech Skoczni Adam Małysz trenował w Ramsau. Tam również oddawał fenomenalne próby wielokrotnie skacząc po za punkt HS skoczni. Ciekawostką jest to, że w trakcie treningu w Ramsau austriacki skoczek Andreas Goldberger tak zachwycił się poziomem sportowym Polaka, że załatwił mu kontrakt z firmą Red Bull.

Małysz mógł być więc uważany za faworyta do wygrania TCS. Jednak każdy miał z tyłu głowy fakt, że Polak może nie wytrzymać psychicznie trudów prestiżowego turnieju. My jednak doskonale wiemy jak było w rzeczywistości. Adam Małysz nie tylko zwyciężył w TCS, ale ustanowił również wiele rekordów.
Niemieckie konkursy turnieju Polak ukończył odpowiednio na 4. i 3. pozycji. W drugim z konkursów w Garmisch- Partenkirchen pobił rekord skoczni skacząc 129,5 metra.
Austriacka część turnieju to już bezwzględna dominacja Polaka. W Innsbrucku pokonał drugiego Janne Ahonena o 44,9 punktów natomiast w Bischofshofen wygrał z Finem różnicą 31,9 punktów. Cały turniej wygrał z przewagą 104,4 punktów nad drugim zawodnikiem. Do dzisiaj jest to najwyższa przewaga w historii w TCS. Adam Małysz został pierwszym Polakiem w historii, który wygrał TCS. W Polsce zaczęła panować „Małyszomania”. Telewizja Polska natomiast patrząc na oglądalność TCS musiała kupować prawa do transmisji kolejnych konkursów PŚ, bo wydawało się, że niemiecko-austriacki turniej to dopiero początek hegemonii Adama Małysza.
Tydzień po zakończeniu turnieju konkursy PŚ odbywały się „na mamucie” w  czeskim Harrachovie. Do kraju naszych południowo-zachodnich sąsiadów zjechały tłumy Polskich kibiców z nadzieją, że Adam Małysz znów zdeklasuje rywali. Ich nadzieje zostały w pełni spełnione, gdyż Małysz wygrał oba konkursy popisując się dalekimi lotami. W drugim konkursie Polak pobił rekord Polski w długości lotu lecąc na odległość 212 metrów.
W późniejszych konkursach Polak nie myślał o tym by zwalniać tempo. Wygrał w amerykańskim Park City i dwukrotnie w Sapporo. Wpadkę zaliczył jedynie w Hakubie, lecz była ona spowodowana upadkiem w II serii zawodów. W międzyczasie Małysz dzięki fantastycznej formie objął prowadzenie w klasyfikacji generalnej PŚ.
Podczas weekendu w Willingen zajął odpowiednio 2. oraz 1. miejsce. W pierwszym konkursie oddał niebotyczny wręcz skok jak na tamte czasy na odległość 151,5 metra. Polak poleciał tak daleko, że sędziowie mieli problem ze zmierzeniem długości skoku.
Po Willingen nastała najważniejsza impreza w sezonie czyli Mistrzostwa Świata w Lahti. Na tej imprezie Adam Małysz toczył fenomenalny bój z gwiazdą światowych skoków – Martinem Schmittem. Ostatecznie w indywidualnych zmaganiach obaj panowie zdobyli po jednym złotym i po jednym srebrnym medalu wymieniając się po prostu pozycjami w obu konkursach. Adam Małysz zdobył złoto na normalnej skoczni, a srebro na dużej skoczni.

Radość Adama Małysza po zdobyciu tytułu Mistrza Świata


Końcówka sezonu to tylko dopełnienie wydarzeń z wcześniejszych miesięcy. Podczas lotów w Oberstdorfie Małysz co prawda nieznacznie przegrał ze Schmittem, ale w późniejszych konkursach znów dał popis umiejętności. Polak wygrał wszystkie konkursy turnieju Nordyckiego. Zwycięstwa odnosił na obiektach w: Falun, Trondheim, Oslo. Jakby tego było mało pobił rekord skoczni w Trondheim skacząc 138,5 metra. Jak zapewne każdy wie po tym skoku trener Tajner złapał się za głowę z wrażenia.
Ostatnie zawody w sezonie rozgrywane w słoweńskiej Planicy były świętem dla Polskich kibiców. Nasza gwiazda zajęła 4. miejsce. Adam Małysz jednak w swoim stylu pobił własny rekord Polski, który od tamtego momentu wynosił 218,5 metra.
Adam Małysz zgarnął Kryształową Kulę dla najlepszego zawodnika Pucharu Świata. Dokonał tego w niesamowity sposób wygrywając 11 konkursów na 21 rozgrywanych. Od tego sezonu nastąpiła fala „Małyszomanii” w naszym kraju. Skoki narciarskie dołączyły do najlepiej oglądanych sportów w telewizji.

Fenomenalny skok Adama Małysza z Trondheim




Jako, że Adam Małysz miał bardzo bogatą karierę sportową to nie zamierzam o nim pisać w jednym wpisie. Dlatego zapraszam was do przeczytania drugiej części, która już niebawem wyląduje na blogu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.