Bill Russell. Niedościgniony pod wieloma względami

Bill Russell odszedł w wieku 88 lat. Zostawił po sobie sporo wspaniałych zagrań, zdobył niezliczoną liczbę trofeów i wyróżnień. Najważniejsze jest jednak to, że zrobił wiele nie tylko na boisku, ale także poza nim.

Próbowali rozpętać mu piekło

Już od czasów dzieciństwa Russell musiał stawać czoła wyzwaniom. Wśród nich były wyzwiska rasistowskie, które często leciały w jego rodzinę. Biali Amerykanie często ich poniżali. Starszemu z rodu Russellów odmówiono kiedyś obsługi na stacji benzynowej. Miał poczekać na to, aż swoje sprawy załatwią biali. Natomiast gdy próbował uciec do innego miejsca, to grożono mu bronią. Był w potrzasku.

Gdy Bill Russell miał osiem lat, to ojciec postanowił, że zabierze swoich bliskich z Luizjany do Oakland w Kalifornii. Głowa rodziny jednak przynosiła do domu mało pieniędzy, ale przyszłość pokazała, że to nie był największy problem. Gdy Bill miał 12 lat, to zmarła jego matka, z którą był bardzo związany.

Młodzieniec znalazł wytchnienie w sporcie. Postawił na koszykówkę, ale początkowo nie rozumiał tej gry. We znaki dawały mu się także uszczypliwości z powodu jego koloru skóry. Powoli jednak łapał rytm i starał się też sporo myśleć o grze pod względem taktycznym. Podczas California High School All-Stars miał obsesję na punkcie studiowania i zapamiętywania ruchów innych graczy, np. pracy nóg.

Gdy otrzymał propozycję stypendialną z University of San Francisco, to nie zastanawiał się ani chwili. Dołączył do ligi uniwersyteckiej i ponownie potrzebował sporo czasu, by się zaaklimatyzować. Dziennikarz sportowy John Taylor opisał to jako przełomowe wydarzenie w życiu Russella, ponieważ zdał sobie sprawę, że koszykówka jest jego szansą na ucieczkę od ubóstwa i rasizmu.

Postawił na defensywę

Z biegiem czasu Russell coraz bardziej skupiał się w swojej grze na elementach defensywnych. W czasie gry w lidze uniwersyteckiej wywalczył dwa tytuły NCAA i w wielu meczach pokazywał, że potrafi zapisać na swoim koncie dużą liczbę zbiórek. Jego potencjał widziało coraz więcej trenerów, ale było sporo momentów, w których znów uprzykrzano mu życie.

Jeden z przykładów to sytuacja z hotelu w Oklahomie, gdzie odmówiono przyjęcia Russella i jego czarnoskórych kolegów z drużyny, gdy byli w mieście na turnieju All-College w 1954 roku. W proteście cała drużyna postanowiła rozbić obóz w zamkniętym akademiku, co później zostało nazwane ważnym doświadczeniem dla grupy. Dwa lata po tym wydarzeniu Russell zakwalifikował się do draftu NBA. Wielka szansa właśnie nadchodziła.

 W drafcie trener Boston Celtics, Red Auerbach, skupił się na Russellu, uważając, że jego defensywna wytrzymałość i zdolność do zbiórek to brakujące elementy, których potrzebowali Celtics. Początkowo Russella pozyskał klub St. Louis Hawks. Później jednak doszło do kilku wymian zawodników, a Auerbach otrzymał to, co chciał. Do Celtics przyszedł Russell, ale również K.C. Jones, który w przyszłości także stał się ważnym graczem dla tej drużyny.

Na zdjęciu: Bill Russell oraz Red Auerbach

Król

Przed rozpoczęciem przygody z NBA Bill Russell zdążył jeszcze zagrać na igrzyskach olimpijskich w Melbourne. Wówczas jeszcze jako gracz amatorski był kapitanem reprezentacji, która sięgnęła po złoty medal. Później krok po kroku budował swoją legendę w najlepszej koszykarskiej lidze świata.

Na parkietach NBA występował przez trzynaście sezonów, jedenaście z nich zakończył jako mistrz ligi. Pięć razy wybrano go na najlepszego zawodnika sezonu. To wręcz niewyobrażalne, co wyprawiał Bill Russell z Boston Celtics. Nikt nie ma na koncie więcej tytułów mistrzowskich w NBA. W ostatnich dwóch sezonach Russell wygrywał ligę jako grający trener. Był jedną z pierwszych czarnoskórych gwiazd ligi oraz pierwszym czarnoskórym szkoleniowcem. Pokazał wielu osobom z tej samej rasy, że można daleko zajść. Po jedenastym triumfie ligowym zrobił się jednak… mały problem.

Otóż wybitny zawodnik otrzymał 11. pierścień do kolekcji, a więc wtedy miał ich więcej niż palców u rąk. Szybko jednak rozwiązano ten problem. Russell otrzymał jeden pierścień, który w rzeczywistości zastępował wszystkie, które zdobył jako koszykarz.

– Ten pierścień to prezent od byłego komisarza NBA, Davida Sterna, który jest moim przyjacielem. Ponieważ wygraliśmy aż jedenaście mistrzostw, dawniej ludzie pytali mnie, które pierścienie noszę. Na tym widnieje mój numer oraz daty wszystkich jedenastu mistrzostw, więc nie mam już dylematu, które pierścienie zakładać, a które zostawiać w domu – mówił przed laty Russell.

Russell stał się pierwszym graczem w historii NBA, który średnio notował ponad 20 zbiórek na mecz przez cały sezon. Łącznie osiągnął taki wyczyn dziesięć razy w ciągu swoich trzynastu lat gry. 51 zbiórek Russella w jednym meczu to z kolei drugi najwyższy wynik w historii, który ustępuje jedynie rekordowi wszech czasów Wilta Chamberlaina wynoszącemu 55.

Taki był poza parkietem

Amerykańscy dziennikarze często informowali, że Russell nie zżywa się z kibicami, niechętnie podpisuje autografy, niechętnie z nimi rozmawia. Często też wściekał się na rasistowskie wyzwiska, ale to ze względu na dzieciństwo nie może dziwić.

W 1961 roku czarnoskórym zawodnikom Celtics odmówiono obsługi w restauracji hotelowej w Kentucky, co doprowadziło do tego, że Russell i inni zdecydowali się wyjechać, zamiast grać w zaplanowanym meczu pokazowym.

W pewnym momencie nagonka na Russella była tak spora, że chuligani włamali się do jego domu i zniszczyli część jego trofeów, malując jednocześnie brzydkie graffiti.

Jeszcze za czasów gry odwiedzał Afrykę. Propagował koszykówkę w Gwinei, Libii, Etiopii, i Liberii, gdzie zainwestował w plantację kauczuku, która zatrudniała tylko Afrykanów. M.in. dzięki jego staraniom NBA zainteresowała się tym, co dzieje się w Afryce i stworzyła program Basketball Without Borders.

Swoją postawą w trakcie kariery oraz po jej zakończeniu pokazał, że czarnoskóre osoby mogą poczuć równość z białą rasą.

W 2010 roku Russell został uhonorowany Prezydenckim Medalem Wolności. Rok wcześniej władze NBA postanowiły, że jego imię będzie nosić nagroda dla najlepszego zawodnika finałów ligi.

Król odszedł 31 lipca. Wirtuozeria i osiągnięcia pozostaną na zawsze.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.