Inne sporty,  Kolarstwo,  Wywiady

Błażej Kutrowski – Uniwersalny zawodnik w amatorskim kolarstwie

Błażej Kutrowski to kolarz leszczyńskiej grupy Strefasportu.pl MV Invest. W wywiadzie ze mną opowiada o kolarstwie z perspektywy zawodnika ścigającego się w zawodach dla amatorów. Mówi m.in. o treningach, zespołowej integracji oraz powodach, dla których nie wstąpił do zawodowstwa.

Sportowy Fanatyk: Na początek zapytam o twoje barwy klubowe. W okręgu twojego miejsca zamieszkania jest kilka zespołów kolarskich. Dlaczego zdecydowałeś się na reprezentowanie Strefysportu.pl MV Invest?

Błażej Kutrowski: Patrząc na naszą sytuację regionalną, to myślę, że StrefaSportu prezentuje najwyższy poziom. Mamy świetną atmosferę, rodzinną atmosferę. Każdy z każdym dobrze się zna. Po zawodach często dodatkowo się integrujemy. Myślę, że ten zespół zawsze będzie bliski memu sercu.

Powiedzmy, że sezon startuje w kwietniu. Kiedy zatem ruszają wasze przygotowania i z czego składa się trening?

Z cyklem przygotowawczym ruszamy dość wcześnie, bo w grudniu. Listopad jest miesiącem lekkiego odpoczynku od kolarstwa. Jednak jeszcze przed świętami Bożego Narodzenia wsiadamy na trenażery i robimy dodatkowo bazę tlenową. Musimy przygotować organizm na najcięższe wysiłki. Później z miesiąca na miesiąc objętości treningowe wzrastają. Gdy przychodzi okres, w którym trzeba już trenować na trasach rowerowych, to wtedy jeszcze wykonujemy ćwiczenia ogólnorozwojowe.

W trakcie sezonu ścigasz się na szosie, MTB i przełaju. W której z tych odmian czujesz się najlepiej i dlaczego?

Zdecydowanie najbardziej lubię się ścigać na szosie. Lubię tradycję, a nie ma bardziej tradycyjnego kolarstwa od szosowego. Moja waga i ogólna dyspozycja pozwala mi na osiąganie najlepszych wyników właśnie w tej odmianie kolarstwa. Przełaje też mi się podobają, ale tutaj mamy wyścigi tylko w okresie jesienno-zimowym i nie ma ich zbyt dużo.

Na który z wyścigów na szosie mobilizujesz się najbardziej?

Razem z drużyną zawsze chcemy jak najlepiej pojechać w cyklu Via Dolny Śląsk. Są to dla nas bardzo prestiżowe wyścigi, organizowane w dodatku przez byłego zawodowca, Bartosza Huzarskiego. Dla mnie osobiście jazda na Dolnym Śląsku jest najważniejsza, bo mogę sprawdzić swoją formę w porównaniu do innych bardzo dobrych zawodników. Mobilizuję się na walkę z nimi. Poza tym moją uwagę przykuwają także takie wyścigi jak: Tour de Pologne amatorów oraz Velo Toruń.

Błażej Kutrowski podczas zawodów w Trzebanii

Czujesz się lepiej pod kątem sprinterskim czy wolisz jeździć po górach niczym Rafał Majka?

Nigdy nie czułem się dobrze w sprincie. Pewnie wpływ na to ma moja waga, która bardziej daje mi przewagę na pagórkowatych terenach. W szczególności moją mocną stroną są długie podjazdy.

Sprinty odbywają się przy olbrzymiej prędkości i istnieje spore ryzyko wypadków. Wybierając kolarstwo, miałeś w świadomości, jak duże zagrożenie na ciebie czyha i czy przy okazji myślałeś o uprawianiu innej dyscypliny?

Od dziecka towarzyszył mi rower. Na początku jeździłem na leszczyńskiej Skateplazie na BMX-ie. Następnie na rowerze zjazdowym. Później pewnego dnia postanowiłem się przejechać na dłuższy trening i od razu pokochałem większe trasy. Trafiłem na pierwsze zawody i czułem się podczas nich bardzo dobrze. Postanowiłem więc brnąć w to dalej.

Spośród zawodów na szosie, MTB, czy też kolarstwa przełajowego, który wyścig utkwił ci najbardziej w pamięci jako najtrudniejszy?

Myślę, że to były niedawne mistrzostwa Polski w przełajach we Włoszakowicach. Trasa była bardzo trudna. Wpływ na to miał rzęsisty deszcz, który padał we Włoszakowicach kilka dni z rzędu przed zawodami. Strasznie trudno jechało się w błocie. Co do trudniejszych wyścigów to z pewnością wiele trzeba było się namęczyć podczas Klasyku Kłodzkiego. Trasa miała około 120 km, ale aż 2000 m przewyższenia w pionie. Wyścig trwał ponad 4 godziny.

Powiedziałeś wcześniej, że macie w zespole świetną atmosferę. Z kim zatem masz najlepszy kontakt w drużynie?

Patrząc na wspaniałą integrację, to ciężko tutaj kogokolwiek wyróżnić. Myślę jednak, że muszę wspomnieć o Pawle Wasińskim, czyli słynnym „Koziku”. Paweł jest byłym mistrzem Polski w kategorii Cyklosport. Często służy mi radą i razem wspólnie trenujemy.

Tak jak wspomniałeś, życie nie toczy się tylko wokół kolarstwa. Ważne są również integracje. Kiedy jako zespół najczęściej się spotykacie w większym gronie?

Najczęściej większe spotkania są przed rozpoczęciem sezonu lub tuż po jego zakończeniu. Lubimy pogadać, dobrze zjeść i dbać o nawodnienie. Jeśli pozwala na to sytuacja, to widujemy się w okolicznych ośrodkach.

Nie jesteś stricte zawodowym kolarzem. Powiedz zatem czy podobnie jak oni korzystasz z jakiejś restrykcyjnej diety podczas sezonu wyścigowego?

Oprócz zawodowych kolarzy, ci z progu amatorskiego także mają pewne diety. Ja tego nie stosuję, choć na pewno jem z umiarem, unikam dużych ilości cukru. Staram się nie jeść Fast-foodów, a dwa dni przed zawodami zmieniam lekko nawyki żywieniowe i wtedy ładuję organizm węglowodanami. W taki sposób zamierzam dbać o organizm, ale restrykcyjną dietą bym tego nie nazwał.

Na jakim sprzęcie ścigasz się podczas zawodów?

Podczas wyścigów na szosie jeżdżę na aerodynamicznym Treku, modelu Madone. Jest to topowy rower tej marki. Ma karbonowe elementy wyposażenia i napęd elektryczny Sram. Co do MTB, to startuję na KTM-ie. Jest to dość sztywny rower, bo nie ma amortyzatora pod siodełkiem. Ułatwia podjazdy i na zjazdach też jest całkiem komfortowy. Natomiast do przełajów nie przykuwam aż takiej uwagi do sprzętu. Jeżdżę na rowerze aluminiowym Trek – Crocket. Koła również są aluminiowe.

Zapewne przed startem wyścigów obierasz sobie pewien plan dotyczący startu i mówisz sobie: „Chciałbym pojechać tak jak mój idol”. Powiedz zatem na kim się wzorujesz? Mam tutaj na myśli zawodników z zawodowego peletonu.

Osobą, która napędza mnie do działania i od której czerpię inspirację to Julian Alaphilippe. Jest aktualnym mistrzem świata i bardzo imponuje mi u niego wszechstronność, którą wykazuje. Potrafi odnaleźć się zarówno w sprintach, jak i na górskich terenach. Jego technika wchodzenia w zakręty i na zjazdach też jest godna uwagi.

Ścigasz się w regionalnych wyścigach już cztery lata, jako kolarz-amator. Czy myślałeś o tym, aby uzyskać licencję i przejść na zawodowstwo?

Oczywiście myślałem nad tym. Jednak życie zawodowego zawodnika opiera się na bardzo długich treningach. W moim przypadku, gdyby doliczyć do tego czas w pracy i inne ważne obowiązki, to byłoby to wszystko ciężko ze sobą połączyć. Pięknie jest jeździć z najlepszymi w cyklu World Tour albo zawodach kontynentalnych. Kolarstwo amatorskie daje mi jednak pewną swobodę i mam czas na robienie innych rzeczy, które sprawiają mi przyjemność.

Obecnie mamy trudne pandemiczne czasy i wiele amatorskich wyścigów jest przekładanych. Co robisz, aby utrzymać formę?

Postępuję zgodnie z zaleceniami mojego trenera Przemysława Papieża, którego z tego miejsca pozdrawiam. Trochę inaczej niż zwykle podchodzimy do treningów. Zazwyczaj przechodzimy w luźniejszy tryb, który mieszamy z interwałami. Kiedy wyścigi są odwoływane, to zmieniamy też w lekki sposób długość trwania treningów. Mam nadzieję, że dobre zagospodarowanie mojego organizmu pozwoli mi być w dobrej formie na początku maja. Mam nadzieję, że wtedy ruszą pierwsze wyścigi.

Na koniec chciałbym cię zapytać o jeszcze jedną rzecz. Patrząc na całokształt twojej czteroletniej kariery, powiedz, z którego wyścigu jesteś na najbardziej dumny? Który ułożył cię całkowicie po twojej myśli?

Mam tutaj dwa przykłady. Pierwszy to wyścig w Sobótce z cyklu Via Dolny Śląsk. Szybko oderwałem się od peletonu i wraz z kolarzem znanym pod pseudonimem MajkCycling uciekaliśmy. Później dołączyło do nas czterech innych zawodników, w tym trzech z mojego zespołu. Tak w tej sześcioosobowej ucieczce dojechaliśmy do mety. Zająłem 6. miejsce w Open i 2. pozycję w swojej kategorii. Wykręciłem podczas tego wyścigu rekordową ilość mocy, czego potwierdzenie widziałem na mierniku mocy.

Chyba jeszcze lepiej wspominam jeden z Klasyków Kłodzkich, gdzie wówczas jechałem na dystansie Mini 93 km. Startowaliśmy wtedy w 15-osobowych grupkach. Oderwałem się od niej, ale tym razem samotnie i udało mi się dojechać do mety. Byłem bardzo szczęśliwy, triumfując na tym dystansie wśród zawodników z całej Polski.

Czytaj także:
Maciej Paterski: Oszukiwanie wśród kolarzy zostało ukrócone

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *