Kto ma szanse na medal MŚ? Gorsze prognozy niż w ubiegłych latach

W piątek, 15 lipca, ruszają lekkoatletyczne mistrzostwa świata w Eugene. Reprezentacja Polski przystępuje do rywalizacji z kilkoma nadziejami medalowymi, ale z różnych względów nastąpiło „przewietrzenie” kadry. To może sprawić, że zanotujemy najgorszy czempionat od kilku lat.

Zacznę od rzeczy pozytywnych, czyli konkurencji, w których nadal jesteśmy mocni. Najbardziej należy wyróżnić rzut młotem, gdzie w teorii bój o złoto powinni stoczyć Wojciech Nowicki oraz Paweł Fajdek. W ubiegłym roku na igrzyskach olimpijskich w Tokio obaj panowie zdobyli odpowiednio złoto oraz brąz. W tym sezonie znów rzucają znakomicie.

Trzecią szansę medalową trzeba upatrywać w sztafecie 4×400 metrów kobiet.  Natalia Kaczmarek i Anna Kiełbasińska są w czołowej „10”, w najważniejszych momentach doskonale z presją radzi sobie także niezastąpiona Justyna Święty-Ersetic. Jak na razie niewiadomą pozostaje, kto uzupełni skład żeńskiej sztafety. Tradycyjnie w tej konkurencji mocne będą Amerykanki, ale nie mielibyśmy nic przeciwko temu, gdyby nasze zawodniczki powtórzyły srebro z ubiegłorocznych igrzysk.

Skoro o sztafetach mowa, to trzeba także wspomnieć o naszej sztafecie mieszanej, która akurat z igrzysk przywiozła złoto. W tym roku o medal z najcenniejszego kruszcu może być trudno, ale miejsce na podium jest jak najbardziej w zasięgu ręki. Wiele zależy od postawy Kajetana Duszyńskiego i Karola Zalewskiego, bo wśród pań należy spodziewać się tego, że raczej żadna z nich nie zawiedzie.

Wojciech Nowicki ma sporą szansę na kolejny skalp/ Foto: Instagram

Dobek obudzi się w najważniejszym momencie?

Teoretycznie w gronie szans medalowych trzeba wymieniać Patryka Dobka, ale ten sezon na razie nie układa się po jego myśli. Rywale biegają zdecydowanie szybciej, ale Dobek pokazał choćby w zeszłym roku, że potrafi się przygotować na najważniejszą imprezę sezonu.

Warto również bacznie obserwować Adriannę Sułek. Nasza siedmioboistka w tym sezonie wywalczyła już srebro halowych mistrzostw świata. Stać ją na wiele. W 2022 roku poprawiła już swój rekord życiowy (6429 punktów), ale podejrzewam, że to jest jej ostatnie słowo.

W rzucie młotem kobiet będzie nas reprezentować Malwina Kopron. Jej medal traktowałbym mimo wszystko jako niespodziankę. Malwina nie prezentuje w tym sezonie wysokiej formy. Ma pewne wahania dyspozycji. Jej najlepszy rzut to 75,06, który daje 6. miejsce na światowych listach. W jej przypadku czekam na tzw. dzień konia. Podobnie jak w przypadku Patryka Dobka, liczę, że nasza młociarka odpali w najważniejszym momencie.

Pozostając wśród reprezentantek Polski, nie można zapominać o Marii Andrejczyk. W jej przypadku cały czas na drodze do osiągnięcia wielkiej formy stoją problemy zdrowotne. Ból barku nie odpuszcza. To sprawia, że wiele zależy od sytuacji ze zdrowiem w dniu ewentualnego finału rzutu oszczepem.

Są w dobrej formie, ale konkurencja… w jeszcze lepszej

W tym roku często kibice zachwycali się dyspozycją Ewy Swobody (bieg na 100 metrów), Pii Skrzyszowskiej (100 m przez płotki) i Damiana Czykiera (110 m przez płotki). Cała trójka jest w życiowej formie, ale patrząc na ogrom doskonałych zawodników w ich konkurencjach, trudno oczekiwać, że włączą się do walki o podium.

To samo można powiedzieć o naszych kulomiotach – Konradzie Bukowieckim oraz Michale Haratyku. Poziom pchnięcia kulą jest niebotyczny, a Polacy bardzo niestabilni. Mają potencjał, potrafią dobrze się prezentować w kole, ale na medal raczej nie mogą liczyć.

A teraz kilka słów o wielkiej zagadce. Mowa o Dawidzie Tomali, który rok temu był sprawcą jednej z największych sensacji w historii polskiego olimpizmu. Sięgnął po złoto w chodzie na 50 km. Zyskał rozgłos, sponsora, ale właściwie to był jego jedyny wielki sukces w karierze. Teraz dystans jest skrócony o 15 km, trudno powiedzieć, w jakiej dyspozycji Tomala przyjedzie do Eugene.

Wielcy nieobecni

Tegoroczne mistrzostwa w naszej reprezentacji stoją pod znakiem nieobecności. Oczywiście najbardziej boli brak Anity Włodarczyk, która z powodu kontuzji zakończyła już sezon. Trzeba jednak również pamiętać, że na naszych oczach dokonuje się wymiana pokoleniowa. Tacy zawodnicy jak Marcin Lewandowski czy Adam Kszczot zakończyli swoje kariery. Ponadto od roku nie startuje już Piotr Małachowski, który często był gwarantem zdobyczy medalowej.

Kadra wyraźnie zmienia się, widać kolejne brylanty, ale potrzeba czasu do ich oszlifowania. Stąd podejrzewam, że przed nami najgorsze mistrzostwa świata od dziewięciu lat.

Przeszłość i przewidywania

Wówczas z Moskwy reprezentacja Polski przywiozła 3 medale. Później były wspaniałe rezultaty: Pekin 2015 – 8 medali. Londyn 2017 – także 8 medali, Doha 2019 – 6 medali. Jeśli dodamy do tego igrzyska w Tokio, gdzie lekkoatleci wywalczyli 9 „krążków”, to mamy czarno na białym pokazany obraz wielkości królowej sportu w naszym kraju.

Teraz jednak trzeba się liczyć z tym, że zdobędziemy mniej niż 6 medali. Z drugiej strony patrząc na obecne okoliczności liczba 4 bądź 5 „krążków” nie będzie tragedią. Po cichu można liczyć także na jakąś niespodziankę.

Mistrzostwa świata w Eugene rozpoczynają się w piątek 15 lipca. Dokładnie o godz. 18:05 odbędzie się rywalizacji młociarzy w eliminacjach grupy A. Teoretycznie w sobotnią noc (16 lipca) mamy już poważną szansę na medal. Jeśli sztafeta mieszana 4×400 m przejdzie eliminacje, to wówczas zawalczy o podium w wielkim finale. Start o godz. 4:50.

Impreza sezonu zakończy się w poniedziałek, 25 lipca. Ostatnią konkurencją będzie sztafeta 4×400 kobiet, gdzie też można upatrywać szansy Polek na medal. Całkowity plan rywalizacji rozpisany jest TUTAJ.

Foto na okładce: Facebook/Polski Związek Lekkiej Atletyki

Czytaj także:
Byli jak ogień i woda. 23 lata bez Władysława Komara i Tadeusza Ślusarskiego
IO 1968, czyli koncert Ireny Szewińskiej w Meksyku

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.