Piłka nożna

Legia Warszawa z siódmym trenerem w ciągu czterech lat

Chaos organizacyjny i nieład – tak w skrócie można opisać ostatnie lata Legii Warszawa. Po zwolnieniu Aleksandara Vukovicia nowym trenerem zespołu został Czesław Michniewicz. Obecny szkoleniowiec kadry do lat 21 wylądował na gorącym, trenerskim krześle.

Czesław Michniewicz jest już siódmym trenerem na Łazienkowskiej w ciągu czterech lat. To niepojęte, w jaki sposób warszawski klub jest prowadzony. Chodzi w szczególności o brak zaufania do szkoleniowców. Jeden gorszy okres i prezes mówi: wypad z klubu.

Prezes nie zna się na piłce?

Sternik zespołu Dariusz Mioduski jest człowiekiem bardzo niecierpliwym, ale zaryzykuję stwierdzenie, że nie zna się na piłce. Jego dobór szkoleniowców jest żałosny i również danie szansy Vukoviciovi było wielkim ryzykiem. Nie ma co ukrywać, że Legia jest klubem utytułowanym z potencjałem na grę w europejskich pucharach. Dlatego drużyną powinien kierować doświadczony fachowiec. Człowiek, który zna piłkę od podszewki. I jeśli o to chodzi, to wydaje mi się, że wybór Czesława Michniewicza na trenera jest trafiony.

Foto: Legia Warszawa

Wrócę może jednak do tematu chaosu. Bo z jednej strony uważam, że Michniewicz jest dobrym trenerem, ale z drugiej strony Vukovic od razu nie musiał zostać zwalniany. Styl zespołu był fatalny, ale trzeba pamiętać, że Serb doprowadził Legię do mistrzostwa i w rundzie jesiennej poprzednich rozgrywek gra Legionistów wyglądała przyzwoicie. W mojej głowie jest obecny chociażby wyrównany mecz z Rangersami w 4. rundzie eliminacji Ligi Europy. Legia przegrała, ale kibice nie musieli się za nią wstydzić.

Trenerska karuzela od podstaw

Tak, czy inaczej Vukovicia w klubie już nie ma. Kolejny zwolniony trener w przeciągu małej ilości czasu. A jak zaczęła się ta cała karuzela?

Otóż w czerwcu 2016 roku jeszcze za czasów prezesury Bogusława Leśnodorskiego trenerem zespołu został Albańczyk Besnik Hasi. Ówczesny prezes zaufał Michałowi Żewłakowowi i zatrudnił Hasiego. Gra Legii pod jego wodzą wyglądała fatalnie, ale paradoks jest taki, że Hasi doprowadził legionistów do fazy grupowej Ligi Mistrzów. Oczywiście wpływ na to miało głównie szczęśliwe losowanie.

W fazie grupowej Hasi zdążył poprowadzić warszawską drużynę tylko w przegranym meczu 0:6 z Borussią Dortmund. Piłkarze Legii wyglądali w tamtym spotkaniu jak zabłąkane dzieci we mgle. Efektem było utracenie pracy przez Albańczyka.

Jacek Magiera, człowiek cudotwórca

Na ratunek ściągnięto do klubu Jacka Magierę, który pracował wówczas w Zagłębiu Sosnowiec. Legia pod jego wodzą odzyskała blask, grała bardzo dobrze. Warszawianie zdobyli mistrzostwo Polski, zajęli 3. miejsce w swojej grupie w Lidze Mistrzów.

Przyszło lato 2017 roku i magia się skończyła. Z klubu odeszło kilku ważnych piłkarzy. Legia Warszawa zaczęła prezentować się słabo, ale nie na tyle, by od razu zwalniać Magierę. Co prawda piłkarze ze stolicy odpadli z europejskich rozgrywek, ale Magiera zrobił tak dużo dla tego klubu, że dałbym mu więcej czasu na zespolenie drużyny po okresie transferowym. Dariusz Mioduski wiedział jednak lepiej ode mnie i po przegranym meczu ligowym ze Śląskiem Wrocław zwolnił szkoleniowca.

Na zdjęciu: Jacek Magiera/Foto: Wikimedia Commons

Dawać tu chorwackiego Romeo

Co śmieszniejsze drużynę po Magierze przejęli Chorwaci Romeo Jozak i Dean Klaufuric, czyli ludzie bez większego doświadczenia w trenerce. Chorwacki Romeo nie był na tyle wyrazisty, jak ten Romeo z filmu i został zwolniony w kwietniu 2018, a zastąpił go jego asystent Dean Klaufurić. Ten drugi na chwilę był wielkim odkryciem, bo sięgnął z klubem po dublet. Do nowego sezonu przygotował jednak zespół fatalnie i już w lipcu pożegnał się z posadą.

Furiat z Portugalii na gorącym krześle

Na ostrą karuzelą po Klaufuriciu wskoczył Ricardo Sa Pinto, czyli kolejny wynalazek Mioduskiego, tym razem rodem z Portugalii. Sa Pinto był typem furiata i jak łatwo się domyślić w klubie długo nie wytrzymał. Portugalczyk został zwolniony z funkcji trenera w 2019 roku i wtedy powierzono drużynę Alaksandrowi Vukoviciowi. Śmieszna ta cała historia, nieprawdaż?

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *