Boks,  Inne sporty

Lou Duva wierzył, a Andrzej Gołota niekoniecznie

Jest listopad 1999 roku. Andrzej Gołota prowadzi na punkty z Michaelem Grantem. W dziesiątej rundzie upada na deski po bombardowaniu ze strony Amerykanina. Polak odmawia dalszej walki. Po raz kolejny piszą o nim na pierwszych stronach gazet. Trener Gołoty, Lou Duva ma dość.

Legendarny amerykański szkoleniowiec postawił sobie za sprawę honoru doprowadzić Andrzeja Gołotę do tytułu mistrza świata w wadze ciężkiej. Polak miał wszystko, aby sięgnąć po najwyższe laury. Wszystko oprócz mocnej psychiki, która w sporcie jest niezwykle istotna. Już za czasów Lou Duvy kariera Gołoty mogła ułożyć się w sposób perfekcyjny. Polak chyba jednak sam nie wierzył, że może zostać mistrzem w królewskiej dywizji wagowej.

Pierwsze problemy

Lou Duva rozpoczął współpracę z Gołotą w 1995 roku. „Andrew” śrubował wówczas swój bilans wygranych walk. Jednocześnie zaczął sprawiać pierwsze problemy. Podczas walki z Samsonem Po’uhą dopuszczał się nieczystych zagrywek. Raz nawet ugryzł swojego rywala. Na szczęście dla Polaka, sędzia nie widział tego zdarzenia. Gołota ostatecznie wygrał przez nokaut, ale równie dobrze mógł być zdyskwalifikowany.

Po 28 zwycięstwach z rzędu na zawodowym ringu Lou Duva postanowił wraz ze swoim sztabem poszukać dla Gołoty rywala na poziomie mistrzowskim. Wybór padł na Riddicka Bowe. Amerykanin od samego początku lekceważył urodzonego w Warszawie boksera. Polak natomiast przeraźliwie płakał na jednym z treningów przed walką i wypowiedział do trenera następujące słowa: „Nie dam rady”.

Polak bijący poniżej pasa

Gołota dwukrotnie zmierzył się z Bowe. W obu przypadkach mieliśmy do czynienia z podobnym scenariuszem. „Andrew” bombardował swojego rywala różnorodnymi kombinacjami ciosów i zdecydowanie prowadził na punkty. Chwilami zapowiadało się na to, że Bowe może przegrać nawet przez nokaut.

Wtedy do gry wchodziła jednak zabójcza psychika Gołoty. Polak uderzał swojego przeciwnika poniżej pasa. Marzenia o dokończeniu walk zsuwały się tak samo jak Bowe na deski po uderzeniach w krocze. Zachowanie Gołoty wyrządziło sporo szkód. Przede wszystkim chodzi o wydarzenia po pierwszej walce w Madison Square Garden, gdzie wywiązały się zamieszki. Lou Duva zasłabł i aby ewakuować go z okolic ringu, potrzebne były nosze.

Do rewanżu doszło pięć miesięcy później w Atlantic City. Walka budziła spore zainteresowanie kibiców. Przed jej rozpoczęciem było głośno o metodach treningowych Lou Duvy. Amerykanin zakładał spodenki na worek treningowy, tak by Gołota nie wracał do starych nawyków. Na treningach wyglądało to dobrze, a w ringu stare demony powróciły.

Po pierwszych ostrzeżeniach Polak schodził na przerwę między do rundami do ringu i zachowywał się jak, gdyby nic się nie stało. Trener ostrzegał go, by przestał faulować. Gołota mówił, że to się nie powtórzy, po czym wracał na ring i znów uderzał Riddicka Bowe w krocze.

Środki nasenne i burzliwy koniec współpracy

Lou Duva był wściekły. Nie ma w tej sytuacji powodów do zdziwienia. Jego podopieczny dwa razy zdominował przeciwnika w ringu, po czym postanowił faulować do granic możliwości. Co ciekawe brutalne walki z Bowe nie wykluczyły Gołoty z pojedynku o mistrzostwo świata. 4 października 1997 roku skrzyżował rękawice z Lennoxem Lewisem w starciu o pas federacji WBC.

Wypada tutaj podkreślić, że Gołota „tylko” skrzyżował rękawice z rywalem. Na ringu nie zrobił dosłownie nic. W pierwszej rundzie został znokautowany i po raz kolejny był na ustach wszystkich ekspertów i kibiców na całym świecie. Po walce okazało się, że wstrzyknął sobie w kolano środki nasenne, o czym wiedział tylko jego lekarz. Duva ponownie był wściekły. Gołota natomiast zemdlał w szatni po walce i musiał udać się do szpitala.

W 1999 roku wszystkie granice w postępowaniu polskiego pięściarza zostały już przekroczone. Gołota ponownie walczył doskonale, ale tylko do pewnego momentu. Polak wyraźnie zdominował Michaela Granta. Amerykanin w dziesiątej rundzie trzymał się na nogach tylko ze względu na wysoką odporność na ciosy tamtego dnia.

Grant w pewnym momencie sam wyczuł szansę i zaczął punktować Gołotę. Właśnie w dziesiątej odsłonie starcia Polak runął na deski. Wstał jednak i wiedział doskonale, że prowadzi na punkty. Sędzia go zapytał, czy chce kontynuować pojedynek, a Polak po prostu zaprzeczył.

W sztabie Gołoty zawrzało całkowicie. Duva nie mógł mu wybaczyć, że zrezygnował z dalszej walki. Dla uznanego szkoleniowca, który widział w boksie wiele, takie zachowanie było nie do przyjęcia. Postanowił zakończyć współpracę z Gołotą. Nastał koniec pewnej ery, w której Gołota walczył z najlepszymi bokserami na świecie. Trener wierzył w pas mistrzowski, a zawodnik niekoniecznie. Jak wielokrotnie podkreślał Lou Duva, „Andrew” sam robił wszystko, by tylko nie osiągnąć sukcesu.

Po rozstaniu z Lou Duvą Andrzej Gołota walczył jeszcze kilkukrotnie o mistrzostwo świata. Z różnych powodów nie udało mu się go wywalczyć. Trzeba w tym momencie jednak podkreślić, że talent bokserski miał nieziemski. To dla Gołoty wielu Polaków zarywało noce, by móc oglądać go w ringu.

Źródło:
Książka pt. „Lou Duva – moje siedem dekad w boksie”

Czytaj także:
Lata 90 – złota era wagi ciężkiej cz.1

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *