Warcaby. Odskocznia do innego świata

Dziś pozwolę sobie na odrobinę prywaty. W dniach 26-30 czerwca uczestniczyłem w XXXII Mistrzostwach Polski w warcabach klasycznych w Boszkowie. Po dłuższej przerwie od gry znów poczułem jej magię. Jest ona widoczna pod wieloma względami.

Przede wszystkim warcaby to sport, który niezwykle rozwija umysł. Mam wrażenie, że gra w warcaby pomaga w nauce, pozwala się dokształcać w innych aspektach życia przez to, że lepiej działa mózg. Grając przez wiele lat w tę grę, zawsze miałem ten dreszczyk emocji, rywalizacji i świetnej zabawy. Czasem udało się coś wygrać, zdobywać medale na ważnych turniejach, a chwilami ponosiło się sromotne porażki.

Warcaby nauczyły mnie właśnie przegrywania i uodporniły na porażki w życiu zawodowym. Często w turniejach startuje kilkudziesięciu uczestników i jak to bywa w sporcie – wygrać może tylko jeden.

Podczas mistrzostw Polski w Boszkowie (Ośrodek Wypoczynkowy „Sadyba”) na starcie pojawiło się 174 uczestników, oczywiście biorąc pod uwagę rozgrywki seniorów, ale także wiele kategorii juniorskich. To kapitalny wynik, ale myślę, że w przypadku Boszkowa sporo robią okoliczności przyrody. W przerwach od gry można pokąpać się nad jeziorem, a kto nie chce się kąpać, to może choćby nad wodą spędzić miło czas. To sporo daje w połączeniu z wakacjami.

Pojedynek z ostatniej rundy / Foto: Michał Janicki

Wysoka frekwencja podczas zmagań w warcabach klasycznych cieszy mnie szczególnie. Jestem chyba jednym z nielicznych zawodników, który bardziej woli grać w klasyki niż w setki.

W przeciągu ostatniego roku brałem udział tylko w trzech turniejach na długi czas i chyba z biegiem czasu dostrzegam inną zaletę zawodów warcabowych, na którą wcześniej aż tak nie zwracałem uwagi. Mowa o spotkaniach z przyjaciółmi, znajomymi. Gdy widzi się ich rzadko, to wówczas rozmowy są szczególnie cenne. Jeszcze zważywszy, gdy spotyka się np. osoby z Horyńca-Zdroju (woj. Podkarpackie), z Bydgoszczy i z dalszych części kraju.

I tutaj zmierzam do sedna sprawy. Warcaby pozwolą człowiekowi odskoczyć w inną przestrzeń, do innego świata. Na najwyższym poziomie jedną partię gra się kilka godzin. Chwilami w ciągu dnia jest bardzo mało czasu na coś innego. Gdy jednak przychodzi wieczór, to wtedy trochę czasu się pojawia i spędza się go w rozmaity sposób i mam wrażenie, że wówczas można zapomnieć o wielu problemach, czy też codziennych sprawach.

Przykładowo podczas zawodów w Boszkowie w godzinach wieczornych graliśmy w siatkówkę, a później przyszedł czas na śpiewanie piosenek przy piwku. Nie było, nawet kiedy sprawdzać wyników sportowych. Ale chyba nawet Sportowemu Fanatykowi czasem przyda się odrobina odskoczni od tej karuzeli na sportowych arenach.

Poprzez szerokie spectrum zainteresowań związanych ze sportem na treningi warcabowe czasu nie mam. W związku z tym już drugi rok z rzędu przystąpiłem do zawodów praktycznie z marszu. Jeszcze rok temu udało mi się czmychnąć na drugie miejsce w mistrzostwach Polski w grze błyskawicznej. W minionym turnieju już tak kolorowo nie było, bo w obu turniejach wylądowałem zaledwie w drugiej dziesiątce. Patrząc jednak na wszystkie okoliczności – nie widzę w tym żadnego problemu, choć wiadomo, że zawsze chce się więcej i więcej.

Foto: Jagoda Bajkowska

Warcaby wyróżnia jeszcze to, że gdy już ktoś złapie bakcyla na maksa, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby jego przygoda z tą grą trwała całe życie. W Boszkowie można było dostrzec idealny przykład. Najmłodszy uczestnik turnieju młodzieżowego miał cztery lata, a najstarsi ponad 70 lat.

Dlatego osoby, które jeszcze się zastanawiają, czy zapisywać swoje dzieci na treningi w poszczególnych klubach, to niech się nie zastanawiają. Doskonale wiadomo, że nie każdemu będzie dane zostać mistrzem, ale z warcabowych spotkań można naprawdę sporo wynieść. Myślę, że odpowiednią drogą jest rozpoczęcie szkolenia od klasyków, by później stopniowo przechodzić do stupolówki, które są oczywiście bardziej prestiżowe od „małej deski”.

A co do mnie: to ja się tak łatwo nie poddam 🙂 Rzadko będę się pojawiał na turniejach, ale wątpię bym kiedyś całkowicie zrezygnował ze swojej pasji. Zdobywałem medale w mistrzostwach Polski juniorów, w zawodach międzynarodowych, w mistrzostwach Polski seniorów w grze błyskawicznej, a do pełni szczęścia brakuje mi krążka w grze na długi czas. Kto wie, być może kiedyś będę miał więcej czasu na treningi, co pomoże mi osiągnąć cel.

Tak, macie rację, jakoś przy planszy rzadko się uśmiecham/ Foto: Jagoda Bajkowska
Tak, wiem ile osób powinno grać w siatkówkę plażową. U nas jednak panują inne zasady 🙂 Foto: Paweł Suchecki
Foto: Paweł Suchecki
Pojedynek z Bartoszem Manieckim/ Foto: Jagoda Bajkowska
Zła mina do dobrej gry/ Foto: Jagoda Bajkowska

Polecam przeczytać mój wywiad z Damianem Reszką, prezesem Polskiego Związku Warcabowego. Rozmowa przeprowadzona już jakiś czas temu, ale z której też coś dobrego można wynieść ——-> Przejdź Tutaj

Wszystkim rywalom i przyjaciołom dziękuję za rywalizację, za wszystkie żarty, dobrą zabawę, wszystkie rozmowy i spędzone razem chwile. Do zobaczenia na warcabowym szlaku!