Z cyklu legendy speedway’a: Ronnie Moore

Nowozelandczyk Ronnie Moore to postać nietuzinkowa w świecie speedway’a. Zachwycał kibiców żużla swoją jazdą głównie w latach 50-tych XX wieku. Jego kariera była pełna sukcesów, ale również pełna wypadków…
Jak zatem potoczyły się losy tego zawodnika ?

Przebojowe początki

Ronnie Moore przyszedł na świat 8 marca 1933 roku. Co ciekawe urodził się w australijskim mieście Hobart. Jednak gdy był nastolatkiem, rodzice postanowili, że wraz z synem przeprowadzą się do Nowej Zelandii.
 Ronnie od dziecka interesował się motocyklami żużlowymi. Wpływ na jego zainteresowanie żużlem miał z pewnością jego ojciec Les Moore, który również uprawiał żużel. Gdy młody Moore po raz pierwszy kręcił kółka na torze żużlowym, od razu się mówiło, że to wielki talent. Potwierdzeniem tego jest fakt, że Ronnie Moore wygrał w wieku 16 lat indywidualne mistrzostwa Nowej Zelandii na Wyspie Południowej. Wcześniej Ronnie ścigał się na motocyklach, które nie do końca były przygotowane do ścigania się na żużlu. W jego życiu pojawił się jednak człowiek, który kompletnie zmienił jego nastawienie do czarnego sportu. To Norman Parker, który wówczas był już doświadczonym żużlowcem, kapitanem zespołu występującego w lidze angielskiej – Londyńskiego Wimbledonu. Parker zaproponował młodemu zawodnikowi, że sprzeda mu swój motocykl. Ronnie po naradzie z ojcem zdecydował, że kupi ten motocykl. Na efekty tej decyzji nie trzeba było długo czekać. Ronnie wielokrotnie przywoził za swoimi plecami bardziej doświadczonych jeźdźców, więc na stole czekała dla nastoletniego jeźdźca kolejna kusząca oferta…

Podbój Wielkiej Brytanii

Norman Parker, widząc na nowozelandzkich torach talent w postaci Ronniego Moore’a postanowił polecić go do swojego zespołu w lidze angielskiej, czyli do Wimbledonu. Włodarze zespołu zgodzili się na angaż Moore’a i tym samym w 1950 roku Nowozelandczyk stał się częścią drużyny. Ta historia brzmi jak bajka, ale to nie była bajka. W tamtych czasach zaledwie 17-letni zawodnik trafił do wówczas najlepszej żużlowej ligi na świecie. To nie był jedyny sukces tego młodego zawodnika. W tym samym roku Ronnie zakwalifikował się do finału indywidualnych mistrzostw świata. Mimo młodego wieku nie odstawał od bardziej utytułowanych rywali i w finale na Wembley zajął 10. lokatę z dorobkiem 7 punktów. Ważne w tamtym okresie było również to, że Moore był w światowym finale jedynym przedstawicielem Nowej Zelandii.
Z każdym kolejnym rokiem Ronnie rozwijał swoje umiejętności. Był coraz ważniejszą postacią w Zespole Wimbledon Dons. W sezonach 1951-1953 regularnie zdobywał dla londyńskiego zespołu 10 pkt/mecz. W IMŚ trzykrotnie był blisko podium. Dwa razy zajął 4. miejsce i raz 6. miejsce.

Połamany mistrz

Rok 1954 w wykonaniu Ronniego Moore’a to materiał na film akcji. Wówczas 21-letni zawodnik od początku sezonu był mocnym punktem drużyny Wimbledon Dons. Nowozelandczyk doznał jednak skomplikowanego złamania nogi podczas turnieju żużlowego w Danii. Lewa noga Moore’a była złamana w pięciu miejscach. Duńscy lekarze nie dawali większych szans zawodnikowi na dalsze starty w sezonie 1954. Lekarze założyli Ronniemu gips, który obejmował całą lewą nogę. Żużlowcy to jednak fighterzy, więc Moore postanowił polecieć do swojej ojczyzny i poprosić o pomoc Nowozelandzkich lekarzy. Ostatecznie jeden z nich postanowił zniszczyć gips na lewej nodze żużlowca i stworzył pewną maszynkę, która stabilizowała i chroniła nogę Moore’a. Ostatnie zdanie brzmi jak science-fiction, ale metoda lekarza z Antypodów się sprawdzała. Moore wrócił na żużlowe tory i jeździł jak natchniony. Najpierw przeszedł szereg eliminacji do finału IMŚ, a następnie… zdobył mistrzostwo świata z kompletem punktów.

– Złoty medal sprawił, że zapomniałem o bólu w złamanej nodze. Później jednak do góry zaczęli mnie podrzucać moi rywale z toru i wszystko się zmieniło – pisze w swojej autobiografii, Ronnie Moore.
21-letni zawodnik osiągnął wówczas niebotyczny wyczyn. Został najmłodszym mistrzem świata na żużlu w historii, zdobył tytuł z kompletem punktów, wygrał nie tylko rywalami, ale przede wszystkim z bólem. W dodatku Moore’a z trybun Wembley oklaskiwało 80 tysięcy kibiców. 16 września 1954 roku Ronnie był z pewnością najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi.

Stabilizacja na światowym poziomie

Po wspaniałym sezonie 1954 Ronnie Moore nie przestawał zachwycać swoją jazdą. Był zdecydowanie najlepszym jeźdźcem Wimbledon Dons, ale przede wszystkim osiągał sukcesy w IMŚ. W finałowym turnieju w 1955 roku był bliski obrony tytułu mistrza świata, ale ostatecznie tego nie dokonał. Tytuł zgarnął ulubieniec miejscowej publiczności – Peter Craven. Moore musiał się jeszcze napocić, aby zdobyć srebrny medal, ale udało mu się tego dokonać, pokonując w wyścigu dodatkowym swojego rodaku Barry’ego Briggsa.

Rok później Moore znów był bliski zdobycia tytułu mistrza świata, ale po raz drugi z rzędu musiał zadowolić się srebrem. Poziom zawodów był bardzo wyrównany, a swoje pierwsze mistrzostwo świata w karierze zgarnął Szwed Ove Fundin mając w dorobku 13 punktów. Ronnie Moore podobnie jak w 1955 roku zdobył 12 punktów.

Odejście w cień

Po sezonie 1956 Ronnie Moore podjął nieoczekiwaną decyzję o tym, że spróbuje swoich sił w wyścigach samochodowych. Nowozelandczyk całkowicie nie porzucił żużla, ale nowa pasja sprawiła, że nie startował w IMŚ 1957.
Moore rywalizował w „Cooper Grand Prix”, startował nawet w RPA, ale głównie w Nowej Zelandii. Ronnie wielokrotnie stawał na podium wyścigów, ale postanowił, że w 1958 roku na dobre wróci do speedway’a. Tak też się stało, a Moore wystartował nawet w finale IMŚ, w którym zajął wysokie 6. miejsce.

Co ciekawe mistrzem świata na żużlu w latach 1957-1958 zostawał Barry Briggs, który uważał Moore’a za swojego idola.
– Kiedy [Ronnie] wracał do domu do Nowej Zelandii, było to jak przybycie Elvisa. Był naszym Pele – powiedział parę lat temu w wywiadzie dla portalu Staff.co.nz Barry Briggs.

Nowy-stary mistrz

W 1959 roku reprezentant Nowej Zelandii po raz kolejny został mistrzem świata, lecz tym razem nie był to Barry Briggs, a odradzający się Ronnie Moore.
Moore zdobył drugi tytuł w swojej karierze i zarazem drugi z kompletem punktów. A kogo miał za swoimi plecami ? Po prostu największe sławy speedway’a. 2. miejsce zajął Ove Fundin, a 3. miejsce wspomniany wyżej Briggs.

W ówczesnym sezonie oprócz tytułu mistrzowskiego Moore mógł się poszczycić również tym, że dziesiąty rok z rzędu reprezentował barwy tego samego klubu w lidze angielskiej.

Trzech „wielkich” w drodze po tytuł

To, co działo się w finale IMŚ 1960 przechodzi ludzkie pojęcie. Ronnie Moore walczył o tytuł mistrzowski z Cravenem i Fundinem. W siedemnastej gonitwie zawodów Fundin mając na koncie 11 punktów pokonał Cravena, który miał przed tym biegiem na koncie 12 punktów. Tym samym oboje zrównali się ze sobą punktami. Do grona zawodników mających 14 punktów dołączył też Moore, który zwyciężył w dziewiętnastym wyścigu. Ten wyścig miał niecodzienny przebieg, gdyż rywalizujący z Moorem o pierwsze miejsce Jack Young upadł na tor. Australijczyk wstał jednak, a wyścig był kontynuowany. Tym samym po dziewiętnastym wyścigu trójka zawodników miała po fazie zasadniczej w swoim dorobku 14 punktów i stało się jasne, że o losach tytułu zdecyduje wyścig dodatkowy. Takiej sytuacji nie było wówczas w finale IMŚ od paru lat. W wyścigu dodatkowym zwyciężył Fundin, ale cały czas na kole siedział mu Moore. Nowozelandczyk nie dosyć, że atakował Szweda, to musiał również mieć się na baczności, ponieważ z tyłu czyhał na niego Craven. Tak czy inaczej, Moore zakończył rywalizację w turnieju na 2. miejscu, które było kolejnym wielkim sukcesem w jego karierze.

Chude lata i ciężka kontuzja

W latach 1961-1962 Ronnie Moore mimo wielkich aspiracji nie zdołał wskoczyć na podium IMŚ. Zajmował odpowiednio 6. i 5. miejsce. Jedynym większym sukcesem Moore’a było 2. Miejsce w drużynowych mistrzostwach świata w barwach Wielkiej Brytanii. Gorsze występy w najważniejszych zawodach były jednak niczym, przy tym, co spotkało Nowozelandczyka w 1963 roku.
Otóż w 1963 roku Ronnie Moore doznał po raz drugi w karierze złamania lewej nogi. Niestety wówczas złamanie było co najmniej tak samo skomplikowane, jak w mistrzowskim sezonie 1954. Gwiazda światowych torów postanowiła zawiesić swoją karierę i wrócić do Nowej Zelandii.

źródło: http://www.stuff.co.nz/

Okres banicji od światowego żużla

Moore długo dochodził do siebie po ciężkiej kontuzji. Podczas pobytu w Nowej Zelandii postanowił założyć sklep motocyklowy. Następnie jeździł samotnie na żużlu dla własnej frajdy.
W pewnym momencie doszło jednak do czegoś nieoczekiwanego. Moore wrócił do prawdziwego ścigania w swojej ojczyźnie, a miało to miejsce dokładnie w Christchurch, gdzie tamtejszy tor przejęła potężna firma Templeton. Dwukrotny mistrz świata zgodził się na udział w turnieju, ponieważ bardzo prosili go oto organizatorzy, którym zależało na dużej frekwencji wśród kibiców. Poza tym wcześniej na ten sam turniej został zaproszony szwedzki mistrz Ove Fundin. Te czynniki sprawiły, że stadion pękał w szwach. Turniej musiał zostać jednak przerwany, bo za dużo osób, które nie dostały się na stadion, przebywało w jego okolicach, co według organizatorów okazało się niebezpieczne.
Ronnie Moore zdecydował w 1967 roku, że wróci do profesjonalnych treningów. Dzięki samodyscyplinie i regularnej jeździe zdołał sięgnąć po tytuł indywidualnego mistrza Nowej Zelandii w latach 1968-1969.

Powrót króla

Po zdobyciu drugiego tytułu mistrza krajowego, Ronnie Moore zdecydował się wrócić na tory żużlowe w Europie. Był to wielki powrót, wielu jego rywali życzyło mu jak najlepiej. Mimo olbrzymiej przerwy w startach na światowym poziomie zdołał wywalczyć awans do finału IMŚ. Tym samym po siedmiu latach znów znalazł się w gronie najlepszych żużlowców na świecie. Na Wembley zajął 11. miejsce z dorobkiem 6 punktów. Ronnie miał jednak powody do zadowolenia, bo dublet zgarnęli jego rodacy. Mistrzem świata został Ivan Mauger, a wicemistrzem Barry Briggs.

Solidna dyspozycja Moore’a sprawiła, że podpisał kontrakt w lidze angielskiej ze swoim ukochanym klubem, czyli Wimbledonem Dons. Dwukrotny mistrz świata zdążył nawet się jeszcze zaprezentować kibicom w sezonie 1969, kończąc rozgrywki z bardzo dobrą średnią 9,59 pkt/mecz.

Rok 1970 był dla Ronniego słodko-gorzki. Nowozelandczyk był „tylko” rezerwowym finału IMŚ, ale powetował sobie niepowodzenie w eliminacjach IMŚ w mistrzostwach świata par. Tam razem z Ivanem Maugerem zdobył dla Nowej Zelandii złoty medal. Co  ważniejsze to Moore był najskuteczniejszym zawodnikiem tamtych zawodów, zdobywając 16 punktów na 18 możliwych.

Żużlowe ostatki

Lata 1971-1972 były ostatnimi spędzonymi przez Ronniego Moore’a w Europie. Blisko 40-letni zawodnik dalej zachwycał kibiców swoją jazdą. Nie zdołał co prawda wywalczyć medalu IMŚ , ale zdobył z Wielką Brytanią dwa tytuły DMŚ. Ponadto w barwach Nowej Zelandii wywalczył w 1972 roku srebrny medal w mistrzostwach świata par. W tym samym roku Moore osiągnął wspaniałą jak na tamte czasy średnią punktową w lidze angielskiej. Zdobywał średnio 11,82 pkt/mecz. Ten niesamowity facet postanowił jednak całkowicie się wycofać z żużlowego piedestału. Moore oficjalnie nie zakończył kariery, ale od 1973 roku ścigał się tylko w Nowej Zelandii i Australii.

Żużlowa historia nie kończy się jednak happy-endem, ponieważ w 1975 roku Ronnie Moore uległ najpoważniejszemu wypadkowi na torze  w swoim życiu. Dwukrotny mistrz świata uczestniczył w katastrofalnej kolizji z Anglikiem Johnem Louisem na zawodach towarzyskich w Jerilderie Park w Australii. Po tym wypadku lekarze walczyli o życie mistrza, który doznał m.in. rozległych obrażeń czaszki. Ostatecznie Moore został uratowany, ale w wyniku wypadku stracił słuch, który częściowo odzyskał dopiero po paru latach od tamtych wydarzeń. Wielka szkoda, że kariera tak zadziornego zawodnika zakończyła się w tak okrutny sposób.

Po zakończeniu kariery żużlowca Ronnie Moore szkolił młodych adeptów oraz działał na rzecz dobra nowozelandzkich torów żużlowych.

Śmierć

Ronnie Moore odszedł z naszego świata 20 sierpnia 2018 roku w wieku 85 lat. Razem z Ivanem Maugerem i Barrym Briggsem zdobyli dla Nowej Zelandii 12 tytułów mistrza świata. Mimo że z tego grona to Moore miał najmniej tytułów, to trzeba mu oddać, że to on był prekursorem potęgi speedway’a w Nowej Zelandii. Niech potwierdzeniem moich słów i zarazem zwieńczeniem całego tekstu będą słowa Barry’ego Briggsa dla portalu stuff.co.nz po pogrzebie Ronniego Moore’a:
– Bez Ronnie prawdopodobnie nie byłoby mnie i Ivana na podium na światowych torach.


Źródła tekstu:
1)
https://www.stuff.co.nz/sport/motorsport/106387785/motosport-world-mourns-former-kiwi-world-speedway-champion-ronnie-moore
2) https://pl.wikipedia.org/wiki/Ronnie_Moore
3) http://www.speedwayplus.com/RonnieMoore.shtml
4) https://www.historicspeedway.co.nz/Moore,%20Ronnie.htm

Pozostałe teksty z cyklu legendy speedway’a:
Tony Rickardsson: https://www.sportowyfanatyk.pl/z-cyklu-legendy-speedwaya-tony-rickardsson/

Leigh Adams: https://www.sportowyfanatyk.pl/z-cyklu-legendy-speedwaya-leigh-adams/


2 thoughts on “Z cyklu legendy speedway’a: Ronnie Moore”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *