Inne sporty,  Lekkoatletyka

Z kamerą w blokach startowych. O zmediatyzowanym ciele sportowca/sportsmenki

Mediatyzacja z upływem lat coraz bardziej wpływa na świat sportu. Widać to szczególnie w lekkiej atletyce. Telewizje chcą pokazywać więcej i więcej, tak, aby zadowolić odbiorców. W centrum uwagi są oczywiście sportowcy. W ostatnim czasie jednak pewne granice ich intymności zostały przekroczone. Jest to spowodowane kilkoma aspektami, wśród których prym wiodą pieniądze. Jednocześnie przekraczanie granic wywołuje skandale. Warto więc zatem dla wartości pieniędzy ryzykować złość sportowców poprzez ich podglądanie?

   Pojęcie mediatyzacji można wytłumaczyć jako zespół procesów wynikających z przemian w samych mediach, jak również zmian społeczno-kulturowych. Co do zasady pojęciem tym określa się wszelkie działania, skutkujące pośredniczeniem mediów w poznawaniu i interpretowaniu świata przez ich odbiorców. Proces mediatyzacji można rozpatrywać na dwa sposoby. Po pierwsze może być zapośredniczeniem, przekaźnikiem rzeczywistości. Widać to doskonale przy prowadzeniu transmisji radiowych i telewizyjnych. Zapośredniczenie wywołuje również zmiany w środowisku społecznym oraz w relacjach uczestników procesu komunikowania ze środowiskiem lub pomiędzy sobą. Z szerszym rozumieniem pojęcia mediatyzacja jest w zgodzie stwierdzenie, że mamy do czynienia z procesem dwukierunkowym, bowiem z jednej strony poprzez proces komunikowania media mają możliwość zmiany środowiska, lecz jednocześnie owo środowisko zmienia warunki działalności mediów.

Nie ma co ukrywać, że media tworzą sferę sportu. To one są nośnikiem informacji oraz promocji. Bez mediów zatem trudno sobie w jakikolwiek sposób sport wyobrazić. Pierwszy raz transmisje z bardzo ważnej imprezy sportowej pokazano w Polsce w 1960 roku, kiedy odbywały się XVII Letnie Igrzyska Olimpijskie. Z upływem czasu przekaz medialny w ważnych wydarzeniach udoskonalano. Transmisje bowiem na początku wyglądały jak prosty model, w którym niewiele się zmienia. Bowiem praktycznie cały czas odbiorca oglądał przed telewizorem dane zawody w ujęciu jednej perspektywy. Później jednak widz stał się coraz bardziej wymagający, ale również zmieniały się medialne realia. Na rynku powstała konkurencja, która z każdym kolejnym okresem była nastawiona na coraz większy zysk. Właśnie w oparciu o pieniądze widowiska sportowe zaczęły być pokazywane w sposób atrakcyjny.

Podczas widowisk sportowych kluczową rolę odgrywa reklama, często wydarzenie nie mogłoby się odbyć, gdyby nie sponsorzy wykładający duże pieniądze. Przez natłok komercji, areny widowisk sportowych przestają być miejscem czystej rywalizacji, tylko wybiegiem dla różnych marek branży. Przez to kibic jest rozkojarzony, nie może w pełni skupić się na tym, co najlepsze czyli sporcie. Jest rozpraszany przez sporą ilość reklam. A to właśnie jest ich cel, aby skupić na nich uwagę, zapamiętać logo, slogan, czy jakiś chwyt marketingowy. Wędrówka komunikatów z odzieży na ciała rozpoczęła się w 2001 roku, gdy bokser Bernard Hopkins podczas walki miał na sobie zmywalny tatuaż internetowego kasyna Golden Palace. Sprawa wywołała wówczas oburzenie organizacji bokserskich oraz telewizji transmitującej wydarzenie. Przez pryzmat tego widać jak zmieniają się czasy.

Warto podkreślić, że ze szczególną pieczołowitością są transmitowane zawody lekkoatletyczne. Podczas imprezy rangi mistrzowskiej widz raczej się nie nudzi, bo realizator szybko przeskakuje z dyscypliny na dyscyplinę. Poza tym są pokazywane wydarzenia zakulisowe takie jak: rozgrzewka zawodników, zbliżenia na ich twarze przed startem, czy też rozmowy trenerów ze sportowcami. Wszystko po to, aby telewidzowie nie byli zawiedzeni przy oglądaniu wydarzeń i jednocześnie poczuli te same emocje co sportowiec. Przy takim typie transmisji lekkoatleci mają coraz mniej prywatności i powoli zamiast skupiać się na starcie, to muszą martwić się o to, czy kamera ich przypadkiem teraz nie nagrywa. Szczególnie w tym aspekcie poszkodowani są biegacze. Bardzo ucierpieli oni w 2019 roku po wprowadzeniu kamer w blokach startowych przez IAAF (Światowa Federacja Lekkiej Atletyki) podczas mistrzostw świata w Dausze.

Taka postać rzeczy to kompletny cios w prywatność sportsmenów i sportsmenek. W jednej z rozmów mówiła o tym polska biegaczka na 100 metrów, Ewa Swoboda:
„Faceci pewnie mają to gdzieś, ale kobiety nie. Rozmawiałyśmy o tym z dziewczynami, to nas spina. Jak chodzimy koło bloków, to się schylamy, różne rzeczy robimy i ja ciągle myślałam o tym, że wszystko mi widać, na przykład pupę. No jak się skupić w takich warunkach? To jest szokujące. Zresztą, samo kamerowanie od dołu jest złe. My, kobiety, chcemy ładnie wyglądać, robimy sobie makijaż, szykujemy się, a tu ktoś nas tak niekorzystnie pokazuje. Myślę, że ludzie z IAAF tak bardzo chcieli iść w przód z nowinką, że o nas wcale nie pomyśleli”.

Źródło: Wikimedia Commons

Głos zabrali także włodarze światowej federacji, którzy nie widzą w całej sytuacji problemu:
„Chcemy jak najlepiej uchwycić dramaturgię, pokazać wybuch energii u biegaczy ruszających z bloków. Czuliśmy, że widzom tego brakuje”.

Wśród widzów na pewno nowe regulacje podobają się mężczyznom, którzy chętniej zasiadają przed telewizorami, by oglądać piękne sportsmenki. Wydaje się natomiast, że fanki lekkiej atletyki aż tak nie zwracają uwagi na sportsmenów. Jednakże wydarzenia z 2019 roku miały zapewnić wysoką oglądalność zawodów na całym świecie i w następstwie większe zyski dla IAAF oraz telewizji. Zawsze bowiem sprawdza się w takich sytuacjach powiedzenie: „Apetyt rośnie w miarę jedzenia”. Wszystkie jednostki odpowiedzialne za organizację imprez sportowych, w tym lekkoatletycznych z każdą kolejną zmianą w transmisjach telewizyjnych zyskiwały pieniądze. Twierdzę tak, bo raczej trudno się spodziewać, aby zmiany szły w gorszym kierunku. Z każdym rokiem podejście do transmisji jest lepsze, to generuje dochód i większą liczbę odbiorców. Kosztem owego podejścia jest prywatność sportowców.

Mówi się, że człowiek bogaty ma w nosie słowa innych, tych, którzy mu podlegają. Tak jest także w sporcie. Organizator danej imprezy przedstawia danemu zawodnikowi umowę medialną i mówi: „Jeśli nie podpiszesz, to nie możesz startować”. W takiej sytuacji sportowiec stawia wyżej cele sportowe, a nie prywatność i składa podpis na kartce papieru. Telewizje i IAAF dla pieniędzy są w stanie zrobić wszystko. Finanse są bowiem jak narkotyki, mogą uzależniać, mogą pociągać za sobą negatywne konsekwencje dla jednostki.

Wiadomo, że z trójkąta podmiotów: Telewizja – Sportowiec – Widz, najwięcej traci sportowiec, a czy widz coś zyskuje? Wydaje się, że niewiele. Owszem wyżej już było wspomniane, że mężczyznom podobają się kobiece wdzięki i być może dzięki kontrowersyjnym kamerom w blokach startowych częściej zasiadają przed telewizorem. Z drugiej jednak strony sport to przede wszystkim wyniki i osiągnięcia danego zawodnika. Czy na pewno trzeba pokazywać przed startem miejsca intymne sportsmenów i sportsmenek. Nie ma w tym żadnej estetyki i na dłuższą metę nie powinno być to interesujące.

Kolejną sprawą budzącą wątpliwość instalacji kamer w blokach startowych jest fakt, gdzie później dane nagrania wideo trafiają. IAAF zapewnia, że są usuwane 24 godziny po rozpoczęciu nagrania. Zatem czysto teoretycznie zrzuty ekranu z filmów startowych nie powinny krążyć po sieci. Niestety jednak, gdy IAAF opublikowało próbne zdjęcia w internecie, to wiele osób zdążyło je pobrać przed usunięciem. Trzeba o tym wspominać, bo internauci później wstawiają ponownie fotografie do sieci i gdy wpisuje się imię i nazwisko danego sportowca, to wyskakują jego zdjęcia intymne. Czy taka sytuacja dla zawodników jest zadowalająca? Na pewno nie, tym bardziej, że uderza to w ich wizerunek.

Po pierwszych startach biegaczy i biegaczek podczas mistrzostw świata w Dausze do światowej federacji wpłynęły prośby o usunięcie kamer. IAAF szybko przychyliło się do próśb zawodniczek, ale federacja lekkoatletyczna całkowicie nie usunęła sprzętu nagrywającego. W tej chwili bowiem nie są podczas nagrań rejestrowane miejsca intymne, ale twarz i szyja. Można więc powiedzieć, że IAAF tylko połowicznie zareagowało na apele, bo kasa musi się zgadzać. Istnieje możliwość, że na najbliższych imprezach międzynarodowych kamery ponownie będą wycelowane w tej miejsca sportsmenów i sportsmenek, w które nie powinny.

Są na pewno lepsze sposoby na propagowanie lekkiej atletyki niż kamery w blokach startowych. Jeśli produkt ma się coraz lepiej sprzedawać, to można stworzyć np. Wielkiego Szlema na wzór tego, który jest w tenisie. Do kalendarza zawodów można wliczyć cztery prestiżowe turnieje. Rangę można, by było podkreślić, zwiększając nagrody finansowe dla zwycięzców, bo z pewnością stać na to IAAF. Poza tym warto rozważyć zwiększenie zakładek statystycznych. Być może trzeba pokazywać na ekranie podczas transmisji różnorodne ciekawostki, takie jak największe sukcesy danego zawodnika. Ten przykład nie przyciągnąłby wielu dodatkowych kibiców przed telewizory, ale z pewnością umiliłby oglądanie zawodów łowcom ciekawostek.

Jak widać, istnieją sposoby na to, aby urozmaicić transmisje lekkoatletyczne. Trzeba pomyśleć o tym, aby zmniejszyć pazerność na pieniądze organizatorów zawodów. W tym celu dobrym pomysłem byłoby utworzenie zbioru zasad, które chronią sportowców przed podglądaniem i inwigilacją. Wszystko po to, aby kolejne granice absurdu nie były przekraczane. Mediatyzacja sportu cały czas postępuje i jest to zjawisko groźne dla rywalizacji na najwyższym poziomie, dlatego trzeba na nie odpowiednio reagować.

Bibliografia:

  1. Marek Jarosław Świerczewski, Mediatyzacja sportu. Zmiany w medialnym przekazie igrzysk olimpijskich
  2. https://www.sport.pl/lekkoatletyka/7,64989,25252302,ewa-swoboda-wszystko-widac-nawet-pupe-iaaf-odbiera-intymnosc.html#s=SMIN_Link_4
  3. https://www.obserwatorfinansowy.pl/forma/recenzje/krazy-krazy-zloty-pieniadz-czyli-jak-bogactwo-wplywa-na-mozg/

    Czytaj także:
    Marek Plawgo: Gdybym miał dwie zdrowe stopy, mógłbym osiągnąć więcej

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *