Zapomniane miejsca na mapie Pucharu Świata w skokach narciarskich cz.2

Pierwsza część o zapomnianych skoczniach narciarskich cieszyła się sporym zainteresowaniem czytelników. Opublikowałem ją prawie rok temu. Sezon 2020/2021 w skokach narciarskich za nami, więc przyszedł czas ponownie ruszyć w podróż, by ocalić niektóre obiekty od zapomnienia.

Örnsköldsvik – Szwecja

Zaczynam od Skandynawii. Szwecja niegdyś miała sporo obiektów w Pucharze Świata, ale teraz większość z nich jest w kiepskim stanie. Reprezentanci Trzech Koron nie są w czołówce, więc trudno wymagać od tego państwa, aby starało się o organizację konkursów Pucharu Świata.

Nawiązując jednak do kompleksu skoczni Paradiskullen, to odbyło się na nim sześć konkursów Pucharu Świata. Wszystkie miały miejsce na normalnej skoczni i jednocześnie największej ze wszystkich w kompleksie o rozmiarze HS 100.

Obecnie z moich informacji wynika, że skocznia jest używana. Ogólnie z obiektami w Örnsköldsvik wiąże się ciekawa historia. Dwie największe skocznie w 2004 roku musiały zostać wyburzone z powodu budowy nowej trasy kolejowej. Skocznię HS 100 odbudowano 40 metrów dalej i otwarto w 2005 roku. Dwa lata później podczas jednych z zawodów Lauri Asikainen ustanowił rekord skoczni, skacząc 102 metry.

Gallio – Włochy

Foto: Skisprungen/Artur Bała

Malowniczo położony ośrodek pod nazwą Trampolino di Pakstall. Skocznia o rozmiarze HS 103 tylko raz miała przyjemność organizować Puchar Świata. 17 stycznia 1988 roku triumfował Ernst Vettori przed Primozem Ulagą oraz Jiri Parmą. Po tych zawodach obiekt w Gallio zniknął z karuzeli Pucharu Świata.

Skocznia normalna w 2002 roku straciła certyfikat FIS. Niszczeje i wygląda bardzo źle. Przed jej zamknięciem oficjalny rekord należał do Słoweńca Urosa Peterki, który poleciał na odległość 105,5 metra. Całe szczęście, że chociaż mniejsze obiekty w kompleksie Trampolino di Pakstall są używane. Mają zainstalowany igelit i tory ceramiczne. Z drugiej strony nie jest wykorzystywana przez wiele dzieci, bo zainteresowanie skokami narciarskimi we Włoszech jest coraz niższe.

Baerum – Norwegia

Kolejne miasto w glorii zapomnienia. Wielka przy tym szkoda, bo kompleks Skuibakken został zbudowany już w 1928 roku. Kilkukrotnie później przechodził renowację i był ważną częścią norweskich skoków narciarskich. Wszystko jednak do czasu. W 1990 roku obiekt utracił homologację FIS-u. Nie dokonano wystarczających starań, by ponownie zagościł w Pucharze Świata.

Wcześniej najlepsi skoczkowie świata rywalizowali w Baerum w 1981 i 1983 roku. Wśród dwóch zwycięzców konkursów są tacy zawodnicy jak Kanadyjczyk Horst Balau i Austriak Armin Kogler. Skocznia w Baerum miała rozmiar skoczni umiejscowiony na 119 metrze. W 1996 roku na obiekcie oddano ostatnie skoki.

Rupholding – Niemcy

Chiemgau Arena to z pewnością ciekawy kompleks. Stolica niemieckich aren biathlonowych, ale niekoniecznie skoków narciarskich. Rupholding miało i dalej ma pecha w tym względzie, że Niemcy mają sporo świetnych skoczni. Tym samym Chiemgau Arena nie może pokazać się fanom skoków narciarskich.

Dotychczas tylko raz odbył konkurs Pucharu Świata na Große Zirmberg­schanze. W 1993 roku na skoczni o punkcie K107 triumfował Szwajcar Stefen Zund. Duży obiekt przebudowano w 1999 roku, dzięki czemu punkt K wynosił 115 metrów, a HS 128 metrów.

W 2005 roku nieoficjalny rekord skoczni ustanowił Ronny Ackermann, skacząc 133 metry. Od pewnego czasu skoczkowie nie oddają swoich prób w Rupholding. Za to turyści mogą się fascynować pięknym widokiem gór i świetnym klimatem.

Harrachov – Czechy

Ostatni i zdecydowanie najbardziej znany ośrodek ze wszystkich, które wymieniłem. Z jednej strony nie można o nim mówić zapomniany, bo całkiem niedawno gościł jeszcze najlepszych skoczków świata. Z drugiej strony jednak skocznie są w opłakanym stanie i faktycznie wyglądają, jakby ostatnia rywalizacja miała miejsce bardzo dawno temu.

Sam kompleks Certak jest bardzo charakterystyczny. Składa się ze skoczni dużej (HS 142), obiektu do lotów (HS 210) oraz trzech mniejszych skoczni. Wszystko jest z pewnością specyficzne. Harrachov zawsze uchodził za miejsce magiczne i jednocześnie bardzo niebezpieczne. Skoczkowie na skoczni do lotów osiągali chwilami niebotyczne wysokości. Często byli narażeni na nagłe podmuchy wiatru.

Zresztą tak się składa, że często przez warunki atmosferyczne zawody w Harrachovie były odwoływane. Ostatni raz Puchar Świata gościł na Certaku w 2011 roku. W 2014 roku rozegrano jeszcze Mistrzostwa Świata w Lotach. Tradycyjnie nie odbyły się wszystkie serie konkursowe, a w dodatku konkurs drużynowy musiał zostać odwołany.

Wygląda na to, że Certak doczeka się przebudowy i wykona go polska firma Archigeum. Trudno jednak powiedzieć, kiedy ewentualnie zagości na tym obiekcie Puchar  Świata. Harrachov szczególnie miło wspomina Adam Małysz, który w 2001 roku dwa razy triumfował na „mamucie”, a w 2004 roku nie miał sobie równych na dużej skoczni.

To już koniec podróży. Wybrałem kolejne pięć zapomnianych obiektów, ale w praktyce jest ich jeszcze więcej. Być może ciąg dalszy podróży jeszcze nastąpi.

Czytaj także:
Zapomniane miejsca na mapie Pucharu Świata w skokach narciarskich – cz.1

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *