Poturbowana Sparta w finale. Tam może zderzyć się ze ścianą

Zgodnie z przedsezonowymi prognozami w finale żużlowej PGE Ekstraligi pojadą Platinum Motor Lublin oraz Betard Sparta Wrocław. Gdyby oba zespoły przystępowały do walki o złoto w najsilniejszych składach, to zapewne mielibyśmy kapitalną rywalizację. W obecnej sytuacji faworyt do tytułu może być jednak tylko jeden.

Betard Sparta Wrocław wygrała fazę zasadniczą PGE Ekstraligi bardzo pewnie, przegrywając zaledwie dwa spotkania. W ćwierćfinałach wrocławianie zanotowali najlepszy bilans spośród wszystkich zespołów, pokonując w dwumeczu Fogo Unię Leszno. W półfinale z kolei trafili na For Nature Solutions Apator Toruń. W pierwszym spotkaniu padł remis, a w drugim mimo ogromnego pecha zwyciężyli 51:39.

I ten pech może mieć wpływ na losy finałowej rywalizacji. Jeszcze przed rewanżem z Apatorem było wiadomo, że nie pojedzie Tai Woffinden z powodu kontuzji ręki, której nabawił się podczas GP Wielkiej Brytanii w Cardiff. A w samym meczu urazów nabawili się Charles Wright oraz Maciej Janowski.

Nawet jeśli któryś z kontuzjowanych zawodników zdąży się wykurować do pierwszego meczu finałowego, to i tak Sparcie będzie bardzo trudno w rywalizacji z Platinum Motorem Lublin.

Mistrzowie Polski wydają się nie mieć słabych punktów. W dwumeczu półfinałowym rozbili Tauron Włókniarz Częstochowa 112:68.  A w dodatku w jednym spotkaniu zabrakło Jacka Holdera. Teraz Motor jest już w najmocniejszym składzie.

Ma piątkę mocnych seniorów na czele z Bartoszem Zmarzlikiem. Moją uwagę przykuwa w tej piątce szczególnie Jarosław Hampel, który wykazuje się sporą ambicją, walcząc na dystansie. A wydawało się przecież już, że doświadczony Polak jest skuteczny głównie na starcie.

Do tego dochodzi para juniorska Mateusz Cierniak – Bartosz Bańbor, która również przywozi dużo punktów. Przy kłopotach Sparty faworyt do złota może być zatem tylko jeden.

Oczywiście w sporcie wydarzyło się już wiele nieprzewidzianych rzeczy, ale trudno oczekiwać, by Motor dał sobie wyrwać zwycięstwo w lidze.

A jeśli faktycznie tak by się stało, to kibice i działacze Sparty na pewno będą czuli niedosyt. Z jednej strony zespół wyraźnie osłabiony awansował do finału rozgrywek, a z drugiej strony przed sezonem wyraźnym celem było mistrzostwo Polski. I też przez większość sezonu wydawało się, iż trudno będzie Sparcie zagrozić.

Na tym jednak polega sport, że sporo rzeczy potrafi ulec zmianie dosłownie w jednej chwili. Miejmy nadzieję, że mimo sporych kłopotów kadrowych Sparta choć trochę postawi się rywalom z Lublina.