Raków z problemem. W Warszawie zaświeci słońce?

Raków Częstochowa przegrał u siebie pierwszy mecz 4. rundy el. Ligi Mistrzów z FC Kopenhagą 0:1 i jest w trudnej sytuacji. Natomiast Legia Warszawa ma w swoich rękach awans do fazy grupowej Ligi Konferencji Europy po wyjazdowym remisie z FC Midtjylland 3:3.

Polskie zespoły w europejskich rozgrywkach zakończyły już miesiąc miodowy. I gdyby nie tragiczna postawa Lecha Poznań, wyglądałoby to zdecydowanie lepiej. Ból po kompromitacji stał się ogromny, gdy pogromca Kolejorza Spartak Trnava w kolejnej rundzie zremisował u siebie z Dnipro 1:1. Szczególnie, że rywal… kończył mecz w dziewiątkę. Tym samym wszystko w rękach Rakowa Częstochowa i Legii Warszawy, którzy wciąż walczą.

Bramy do niebios oddaliły się

Po tym, jak Legia zagrała w Lidze Mistrzów, w kolejnych sezonach nikomu ta sztuka się nie udała. Chce to zmienić Raków, który przed wtorkiem był blisko, ale teraz sprawa wygląda całkiem inaczej.

Tę fazę częstochowianie rozgrywają w Sosnowcu. A tam we wtorek przywitała ich burza, jednak mimo to spotkanie się rozpoczęło planowo. Po meczu pretensje do sędziego mieli o to trener oraz piłkarze gości z uwagi na bezpieczeństwo.

Goście byli jednak zachwyceni tym, że już w 9. minucie objęli prowadzenie. Stracona bramka przez Raków boli, bo piłka wpadła do siatki odbita od Bogdana Racovitana. Vladan Kovacević został złapany na wykroku, chociaż po meczu nie ukrywał, że czuje się winny po tej sytuacji.

Tym samym od 9. minuty oglądaliśmy FC Kopenhagę, która chciała tylko utrzymać prowadzenie. A gospodarze musieli gonić i robili co mogli, by wyrównać stan rywalizacji. Przed końcem pierwsze połowy Giannis Papanikolau doprowadził do remisu, ale do akcji wkroczył VAR. Gol został cofnięty, bo podaniem popisał się zawodnik, będący na minimalnym spalonym.

Szczególnie w drugiej połowie nie brakowało groźnych ataków ze strony miejscowych. To jednak nie zmieniło wyniku tego pojedynku, który zakończył się na korzyść drużyny Kamila Grabary.

Słońce zagości w Warszawie?

Legia na pierwszy mecz udała się do Danii i nikt nie spodziewał się zwycięstwa na wymagającym terenie. Liczono jednak, że sprawa awansu nie rozstrzygnie się w pierwszym spotkaniu tego dwumeczu.

Wynik tego spotkania w 16. minucie otworzył Juninho. To właśnie on wyprowadził FC Midtjylland na prowadzenie. To jednak nie potrwało zbyt długo, bo niecały kwadrans później mieliśmy remis. Dał o sobie znać Marc Gual, który strzelił także w Wiedniu.

Ostatecznie jednak to miejscowi schodzili na przerwę zadowoleni. Trafienie Franculino sprawiło, że gospodarze odzyskali prowadzenie. I mimo że mecz obfitował w bramki, to wynik nie zadowalał polskich kibiców, bo Legia tak jak Raków przegrywała po pierwszej połowie.

Po nieco ponad godzinie znów mieliśmy remis. Bartosz Slisz wykorzystał dośrodkowanie Josue i umieścił piłkę w siatce. Tym samym wróciła nadzieja, że legioniści nie wyjadą z Danii na tarczy. W 69. minucie ponowie trafił zespół z Warszawy, jednak gol nie został uznany. Tomas Pekhart znajdował się na pozycji spalonej, co zasygnalizował sędzia liniowy.

Dwie minuty po tej sytuacji Duńczycy po raz trzeci w tym spotkaniu objęli prowadzenie. Znów dał o sobie znać Franculino, ale tym razem zrobił to w fenomenalny sposób. Jego strzał był nie do obrony dla Kacpra Tobiasza. A Legia jak to Legia, nie dała za wygraną. W 86. minucie Blaz Kramer został doskonale obsłużony przez Macieja Rosołka.

Takiej sytuacji nie dało się nie wykorzystać, dzięki czemu wicemistrz Polski znów remisował w Danii. I tym razem ten wynik nie uległ zmianie, goście wywieźli cenny remis i mają wszystko w swoich rękach, by wyeliminować Midtjylland.