IO 1968, czyli koncert Ireny Szewińskiej w Meksyku

Irena Szewińska przystępując do igrzysk olimpijskich w Meksyku w 1968 roku, miała już na koncie trzy medale olimpijskie, w tym dwa z najcenniejszego kruszcu. Na zawodach w Ameryce Północnej jednak niewielu liczyło, że polska sportsmenka przywiezie jakiekolwiek złoto. Szewińska na przekór wszystkim odpaliła rakietę w najważniejszym momencie.

Igrzyska w 1968 roku przyniosły Szewińskiej brązowy medal w biegu na 100 metrów. Z kolei w sztafecie na tym samym dystansie, Polki zgubiły pałeczkę i nie awansowały nawet do finału. Całą energię Irena Szewińska musiała skumulować na ostateczną rywalizację w biegu na 200 metrów.

Polka z jednej strony przyjeżdżała do Meksyku jako rekordzistka świata na tym dystansie, wicemistrzyni olimpijska oraz mistrzyni Europy. Z drugiej strony jak sama przyznawała, w polskim zespole niewiele osób wierzyło w jej złoty medal.

Irena Szewińska nie pozostawiła rywalkom żadnych złudzeń. Cały dystans przebiegła w fenomenalnym tempie, a szczególne wrażenie zrobiła na wszystkich końcówka biegu, kiedy Szewińska pokazała największą moc. Królowa lekkiej atletyki osiągnęła czas 22,58 s, zdobyła złoty medal i pobiła własny rekord świata. Wówczas bieg na 200 metrów w Meksyku uważała za najważniejsze osiągnięcie w swojej karierze.

Rywalizacja na dystansie 200 metrów była koronną konkurencją. W 1965 r. przegrała tylko raz na tym dystansie, natomiast w 1966, 1968, 1973, 1974 i 1976 już ani razu! To są kosmiczne statystyki. Gdy kilka lat później Szewińska skupiła się także na 400 metrach, to tak samo szła wyłącznie od zwycięstwa do zwycięstwa. Miało to miejsce w latach 1973–1977.

Czytaj także:
Byli jak ogień i woda. 23 lata bez Władysława Komara i Tadeusza Ślusarskiego

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *