„Jejku jak on jeździ na tych łyżwach”. Rozkochał w sobie całą Polskę

Zbigniew Bródka oficjalnie poinformował, że kończy karierę. W 2014 roku na igrzyskach olimpijskich w Soczi dokonał czegoś niesamowitego, zdobywając złoto i wygrywając minimalnie z Koenem Verweijem. Skromnością, pokorą i postawą na torze rozkochał w sobie Polskę.

Zbigniew Bródka rozpoczął swoją karierę w łyżwiarstwie od startów w short tracku. Trzeba przyznać, że kiedy zaczynał w 1996 roku, to ta konkurencja w Polsce praktycznie wcale nie była znana. Z biegiem czasu postanowił jednak spróbować swoich sił na długim torze. Trenerem Bródki był Mieczysław Szymajda, który sporo wolnego czasu poświęcał na to, aby pomóc zawodnikowi w osiąganiu jak najlepszych rezultatów.

Bródka reprezentował klub UKS Błyskawica Domaniewice. Po raz pierwszy pojawił się na igrzyskach olimpijskich w Vancouver, gdzie nie osiągnął dobrego wyniku, lecz wywiózł doświadczenie, które zaprocentowało w przyszłości. Z sezonu na sezon Bródka rósł, stawał się coraz lepszym łyżwiarzem.

Treningi łączył z pracą w straży pożarnej. Zbigniew Bródka został zatrudniony w PSP Łowicz. Koledzy ze straży go wspierali i co ważne nie utrudniali łączenia zmagań na lodzie z obowiązkami w pracy. Zazwyczaj to Bródka miał pierwszeństwo w ustalaniu grafiku.


W sezonie 2012/2013 pokazał wielką klasę, wygrywając klasyfikację generalną Pucharu Świata na dystansie 1500 metrów. Ponadto w drużynie wywalczył brąz w mistrzostwach świata. Do sezonu olimpijskiego mógł przystępować z wielkimi nadziejami. Jeszcze przed rywalizacją w Soczi jego słowa o straży pożarnej były wymowne.

– Mogę spokojnie trenować tylko dzięki etatowi w straży pożarnej, gdzie dostaję regularną pensję. Inaczej się nie da. Łyżwiarstwo to nie piłka nożna czy tenis, gdzie są sponsorzy i wielkie pieniądze – powiedział przed igrzyskami w Soczi panczenista.

Fani sportów zimowych znali już dobrze Zbigniewa Bródkę, ale przeciętny Polak? Trudno powiedzieć. W każdym razie panczenista swoją postawą w Soczi sprawił, że Polacy go pokochali. Zawodnik, który nie miał dobrych warunków do treningów, pokonał wszystkich. Okazał się lepszy nawet od Koena Verweija, Holendra, reprezentanta kraju, który słynie z doskonałego poziomu łyżwiarstwa szybkiego. Przewaga Polaka wyniosła zaledwie 0,003 s. A wszystko to okraszone znakomitym komentarzem Piotra Dębowskiego z TVP, który wypowiadał wiele rzeczy. Chwytał się za głowę tak samo, jak kibice przed telewizorami mówiąc: „Jejku jak on jeździ na tych łyżwach”.

Wspomnienie wydarzeń z Soczi poniżej:

Bródka w Soczi nie poprzestał na złotym medalu na dystansie 1500 metrów. Zdobył także brąz w wyścigu drużynowym wraz z Konradem Niedźwiedzkim i Janem Szymańskim. Ogólnie rzecz biorąc, polskie łyżwiarstwo odniosło w Soczi oraz wcześniej w Vancouver wielki sukces, więc jak mantra dochodziło do dyskusji na temat pierwszej krytej hali lodowej w Polsce. Przecież wielu łyżwiarzy na czele z Bródką musiało wyjeżdżać za granicę, aby móc potrenować pod dachem. To z kolei oznaczało spore koszty.

– Jak nie ma lodowiska, to trzeba trenować na suchym lodzie, czyli na desce. Zawodnicy ćwiczą na nich ślizgi podobne do tych, które wykonuje się na łyżwach – opowiadał dziennikarzom TVN24 Mieczysław Szymajda, trener Zbigniewa Bródki.

Ostatecznie pod koniec 2017 roku ku uciesze polskich łyżwiarzy została otwarta hala w Tomaszowie Mazowieckim. Na sam finisz przygotowań do igrzysk w Pjongczangu Polacy mieli wreszcie ułatwienia w treningu. W Korei Bródka zajął 12. miejsce i delikatnie można było zauważyć, że coś się kończy. Wcześniej w Pucharze Świata też nie było takiego błysku, jak w sezonie olimpijskim i przedolimpijskim.

W 2019 roku mistrz zawiesił karierę. Wtedy raczej nie wiedział, że jego rozbrat z poważnym łyżwiarstwem potrwa dwa lata. Tak się jednak stało, a Bródka marzył, by wystąpić na igrzyskach w Pekinie. Przed nim było trudne zadanie, ponieważ musiał zdobyć kwalifikację. Co ciekawe w pierwszym starcie po powrocie do rywalizacji zajął 3. Miejsce w Pucharze Świata w Tomaszowie Mazowieckim w mass starcie.


Do Pekinu się zakwalifikował, a podczas ceremonii otwarcia igrzysk drugi raz z rzędu był chorążym reprezentacji Polski. Ostatecznie z powodu problemów zdrowotnych wystartował tylko w biegu masowym. Odpadł w półfinale. Z jednej strony był zawiedziony, a z drugiej szczęśliwy. Ogłosił bowiem, że kończy karierę i robi to wśród najlepszych na najważniejszej imprezie międzynarodowej.

– Definitywnie kończę karierę. Na sto procent. Dałem z siebie wszystko. Organizm jest już wyeksploatowany. W 2022 roku będę miał 38 lat. Zasłużona emerytura sportowa przede mną. Mam co robić. Mogę się realizować jako strażak. To dla mnie ogromnie ważne – powiedział w rozmowie z TVP Sport.

Wraz z zakończeniem kariery przez Zbigniewa Bródkę kończy się pewny etap w historii polskiego sportu. Etap pokazujący, że zawodnik z pasją, wielkimi chęciami do treningów, zapałem do pracy może zostać mistrzem olimpijskim, może dosięgnąć gwiazd i stać się jednym z najpopularniejszych sportowców w kraju. Kariera Zbigniewa Bródki była wspaniała z kilkoma międzynarodowymi sukcesami na koncie. Dziękujemy za wszystko!

Czytaj także:
Norwegia z rekordem, Polska na końcu. Klasyfikacja medalowa igrzysk olimpijskich
Rozbili bank. Oto multimedaliści igrzysk olimpijskich w Pekinie

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.